niedziela, 5 kwietnia 2015

Kilka luźnych i spontanicznych refleksji o śmierci, opuszczeniu, zagubieniu i zmartwychwstaniu



Pogrzebany został Chrystus, a pod krzyżem tumany kurzu i piachu nadal wirują w tańcu… Zaszło słońce, ludzie rozeszli się do domów. Pozamykali okna, drzwi. Wszystko wróciło do normy. Nie ma już nic ciekawego do oglądania. Jutro nowy dzień…

Kilku z nas zostało samych. Staliśmy pod krzyżem, w myślach mając słowa o opuszczeniu przez Boga. „Boże mój, czemuś mnie opuścił?”… Czemu opuściłeś nas? Pokaż się, nie bądź tchórzem… Gdzie jesteś?
Na świecie trwa wojna. Toczy się ona już od dłuższego czasu. Jest bezkrwawa, bez strzałów i wybuchów, dlatego nie widzimy jej i nie odczuwamy. Jesteśmy wzrokowcami – wszyscy, dlatego tak się dzieje. Zapytasz się, co za wojna… Ja wiem, że ona trwa i wiem też, że zbierze straszne żniwo. Ty, ja, każdy z nas już w niej uczestniczy. Ty, ja, każdy z nas, reprezentuje w niej coś innego. Ty, ja, każdy z nas – walczymy w niej nie tylko przeciw sobie, ale i z sobą samym. Patrzymy na drugiego człowieka i widzimy najgorszego wroga i najlepszego przyjaciela – wybór należy do nas. Patrzymy na siebie w lustrze – widzimy najgorszego wroga i najlepszego przyjaciela. Również tu wybór należy do nas. To wojna mentalna. To wojna serc i ducha człowieka z… potężnym przeciwnikiem. Nie potrafię go nazwać, ale wiem, że tkwi on w… pozorach.
Jak walczyć z czymś, czego nie widzimy? Patrzymy tylko na to, co mamy w zasięgu wzroku. Jesteśmy bezrefleksyjni, bezkrytyczni, patrzymy, ale nie widzimy. Stąd nasza podatność na kłamstwa i bierność wobec nadużyć wszelkiego rodzaju. Jesteśmy już tak zagubieni, że nawet prawda dla nas stała się potencjalnym kłamstwem, a kłamstwo potencjalną prawdą. Kolor czarny i kolor biały wymieszały swoje znaczenia. Odwracamy od tego wzrok, a ktoś z boku zaciera ręce. Zaciera z szyderczym uśmiechem, bo w ten sposób ludzie wykończą siebie nawzajem i samych siebie – swoje człowieczeństwo. Oto wojna, o której mówię.
A Ty, Chrystusie – kimkolwiek byłeś, mogłeś umierać kiedy indziej… Zostawiłeś nas, jak złodziej – w samych skarpetkach. Olałeś nas ciepłym moczem, naobiecywałeś i co. Zrobiłeś nam krzywdę. Wstyd mi za Ciebie. Mam Cię dość.
Na świecie trwa wojna, której nie czujemy. Wydaje się, że jest wszystko w porządku, a nawet jeśli nie, to przecież mądrzy mówią: „Bóg stworzył świat, stworzył nas takimi, jakimi jesteśmy. Wszystko Jego wina”. Wszystko można zarzucić Bogu, byle tylko wybielić siebie. Zawsze można Boga oskarżyć o zło, o cierpienie, krwawe rewolucje, kłamstwa, manipulacje, nadużycia. Ale z boku jest ktoś, kto zaciera ręce…  
Jest ktoś, komu na rękę są nasze podziały, wynikające często z wyborów. Jest ktoś, kto lubi ludzkie wybory, jako same w sobie, szczególnie wtedy, gdy okazują się one często kompletnie nietrafione.  Jest ktoś, kto lubi, kiedy się kłócimy między sobą, kiedy kłaniamy się w pas bez refleksji. Jest ktoś, kto kocha powszechność niejasności, względność prawdy (każdy ma prawo do głoszenia jedynej prawdy albo punkt widzenia – prawda – zależy od punktu siedzenia). Jest ktoś, komu w smak upadek człowieczeństwa… Ktoś, komu pasują tarcia ateistów i muzułmanów z chrześcijanami; nadużycia; ludzie i ich skłonność do zła; przepych władzy (KAŻDEJ WŁADZY); obracanie prawa przeciw ludziom; przetwarzanie wartości w coś, pokroju kart przetargowych w walce – targowaniu się o rację lub o nowe „zasady”, niekoniecznie właściwe… Komuś bardzo pasuje, że na świecie istnieje wolność, jako robienie tego, co się chce… Jest ktoś, komu na rękę wielość interpretacji (i zagubienie z tego wynikające) jednej rzeczywistości, poddanej do oceny ludziom… Jest ktoś, kto rad jest z podważonego zaufania i negowania kogoś, kto być może ma słuszność w jakimś przekazie. Jest ktoś, kto cieszy się, że ludzie stali się bierni i łasi na wygodnictwo.  Jest ktoś, komu podoba się podważanie autorytetów (prawdziwych, nie sztucznych), co ludzie czynią z własnej nieprzymuszonej woli. Jest ktoś, komu podoba się, że wokół czegoś ewidentnie dobrego roztaczamy aurę zła, a wokół  ewidentnego zła czynimy dobre wrażenie. Jest ktoś, komu podoba powoływanie się na jakąś ideę wtedy, gdy jest to wygodne. Jest ktoś, kto wyraża aprobatę wobec obwiniania za wszystko Boga, wobec stwierdzeń, że konsekwencją i następstwem krzyża jest ten cały cholerny bajzel obecnych i wcześniejszych czasów. Tak… Jest ktoś, komu podoba się taki stan rzeczy.
Więc czemu nas opuściłeś, Boże? Może Tobie też się podoba, że tak cierpimy? Dlaczego nas nie ratowałeś? Od czego Ty byłeś?
Minęły 3 dni…
Słyszałem, że Jego znajomi widzieli Go w jakimś mieście… Podobno szedł ulicą, jakby nigdy nic… Co za cwaniak, tak nas zrobić w kakao… Przeuroczo nas nabrał… Ale… Te rany… Ślady… Myślałem, że spreparowane, ale jednak nie… Jednak nie.
Na świecie wciąż trwa wojna. Toczy się w nas i między nami, a z każdym rokiem będzie bardziej brzemienna w skutkach. Będzie coraz więcej ofiar, a na końcu nie będzie już nic…

Poza końcowym zmartwychwstaniem. Zmartwychwstaniem, które dokonuje się nie tylko wtedy, co roku, ale każdego dnia – dla kogoś… Niech wtedy powstanie na nowo przynajmniej jeden człowiek, który otworzy oczy, a kłamstwo w jego życiu zastąpi otrzeźwienie. Niechby tak się działo cyklicznie, do skutku.
Najpierw uświadomienie sobie własnego położenia, pogodzenie się z tym, że wokoło jest całe mnóstwo potencjalnej (niestety) prawdy i całe mnóstwo potencjalnego kłamstwa. Przyjmij to, jako coś realnego i znajdź siłę do lawirowania, by pomiędzy tym znaleźć uniwersalne dobro. Wyjdź z obojętności, człowieku – ona jest najgorszym zniewoleniem, kiedy rezygnujesz z szukania prawdy. Wyjdź z zatwardziałości, bylejakości i negacji, człowieku – one są pokłosiem ułudy wolności, kreowanej hasłem „rób, co chcesz”. I jeśli szukasz Boga, zmartwychwstałego Chrystusa, musisz być cały czas w drodze. Tak, jak On…

Bądź więc w tej drodze, mając za towarzyszy radość i spokój oraz ufność i nadzieję, ale też bądź ostrożny, bo tak łatwo jest uwieść, a potem złamać człowieka.
Niech ten czas Zmartwychwstania Pana będzie właśnie w drodze. Drodze, która doprowadzi do zwycięskiego zakończenia tej strasznej wojny.