Jakiś czas temu w ramach dygresji nasunąłem myśl
o granicach wolności, o tym, że nawet w wolności powinniśmy się kierować
zasadami i granicami. Bowiem przekraczając je lub zapominając o nich gubimy się
i zapominamy, kim jesteśmy. Trudnym zadaniem byłoby rozszerzenie tego tematu
zważywszy na to, że na wolność każdy ma inne spojrzenie i dla każdego jest ona
sacrum bez granic. Tak długo na nią czekał jeden z drugim. Teraz można
wszystko! Serio?
Zamiast rozszerzać ta kwestię i przedstawiać
jakieś ścisłe spojrzenie, którego należy się trzymać, spróbuję, tak jak zwykle-
podjąć się refleksji.
Wolność to brak przymusu,
sytuacja, w której można dokonywać wyborów spośród wszystkich dostępnych opcji [1].
Postawmy obok tego spaczone pojęcie wolności, jako swobody robienia
wszystkiego, na co ma się ochotę, określanej przez niedobry kościół krócej:
jako swawolę [2]. Pojęcie wolności jest
cholernie trudne. Jest co prawda jakaś ogólna definicja(wyjęta wprawdzie z
wikipedii), ale dochodzi tu jeszcze wiele spojrzeń: filozofii, teologii,
zwolenników Kartezjusza, Platona, Kanta, egzystencjalizmu i wielu innych. A gdy
dodamy jeszcze do tego spojrzenie bądź definicję każdego z nas, to nie dość, że
ubogacimy dotychczasowe spojrzenia w nowe słowa, to (niekiedy) doprowadzimy do
tego, że zrobi się ogromny misz- masz w podejściu i rozumowaniu. A to tylko dlatego, że każdy z nas trzyma
się swojego schematu, który jest częścią osobowości i ani myśli z niego
zrezygnować, nawet, jeśli trwa w błędzie – jest w końcu wolnym człowiekiem, tak
wybrał i zdecydował. Chwała tym, którzy się budzą…
Czasem też jest tak, że próbując być nowatorscy
w określeniu wolności okazuje się, że przylegamy niechcący do jednego z
przedstawionych stanowisk zaraz pod definicją wolności, ukazaną na wikipedii.
Nie umiem powiedzieć, czy to dobrze, czy źle, ale czy to jest tak ważne?
Ważne jest, by nie być „zniewolonym przez
wolność”! Tak! W wolności można się zdrowo pogubić i w kolejnym etapie trafić
do więzienia, z którego nie ma ucieczki! Ale przecież my o tym dobrze wiemy i
oczywiście, jak zawsze „nie ma problema, wszystko pod kontrolą, ziom”. Oj,
wątpię, ziom…
Napisałem w jednym ze swoich wierszy pt: My ten wers: „zniewoleni przez wolność”.
Nie jest on nowatorski, jest cholernie prosty w swej wymowie i wciąż aktualny,
a jednak dam sobie głowę uciąć, że ci, którzy kiedykolwiek będą czytać te słowa
postarają się zapomnieć o nich jak najszybciej. Liczę na złośliwość innych,
którzy będą o nich cały czas przypominać.
„Zniewolenie przez wolność” określiłbym jako
brak dojrzałości społeczeństwa i jednostek, które po wyzwoleniu w 1989 roku
zaczęły łapać, chwytać garściami co im się rzewnie podoba. Jak się potem
okazało wiele z tych rzeczy to są kompletne śmieci albo coś, co sprawia, że się
zatracamy i w końcu giniemy. W tej wolności poznaliśmy smak wszystkiego, co
zaoferowało nam środowisko Zachodu, z którego czerpiemy silny wzorzec. A ja się
pytam o metaforyczne sito, które rozumieć można jako umiejętność przesiewu
nagarnianych rzeczy, co by dzięki niemu wycedzić to, co wyniszcza
człowieczeństwo i życie. Sięgamy po „wszechmoc”,
oferowaną nam przez środowisko bardziej rozwinięte… Ale czy nie robimy tego
troszkę za wcześnie? A może lepiej by było, gdybyśmy w ogóle tego nie robili?
Myślę tu o aborcji, homoseksualizmie, eutanazji,
używkach, epatowaniu seksem w muzyce, sztucznym zapłodnieniu i wielu
innych(zaznaczam, że co do niektórych jeszcze nie mam uformowanego
ostatecznego, osobistego stanowiska). No ale mamy czas wolności. To wszystko
widzą dzieci, które potem w ramach wolności czerpią wzorce z tych postaw: małe
dziewczynki zaczynają ubierać się wyzywająco, potem w wieku gimnazjalnym bawią
się w „słoneczko”(powinniśmy wiedzieć, o co chodzi!), czego następstwem są
aborcje. Tak! To tylko jeden mało znaczący przykład, nie wyjęty z czarnej
dziury, ale będący interpretacją owego zniewolenia w moim wierszu przez
koleżankę. Można by tu mówić i mówić i wyłaniać wiele innych podobnych, ale za
mało jest na to miejsca.
Jest zatem
wolność i pozorna wolność, która sprowadza się tak naprawdę do niewoli. Są sprawy mylone z wolnością, a które są
przypadłościami potrafiącymi wpędzić człowieka w zgubę[3]. Zgodnie
z pewnymi zasadami i wartościami powinniśmy umieć sami się tu określić.
Powinniśmy posiąść umiejętność powiedzenia sobie w pewnym momencie „stop – za
daleko się zapędzam”. Konia z rzędem temu, kto znajdzie mi kogoś z taką
umiejętnością.
Mam na karku 25 lat, a mówię o rzeczach, o
których przysługuje mówić znienawidzonym radykałom, biskupom, rodzicom albo
babciom(nie mylić z „moherami”!). Korzystam z prawa do wolności i wcale nie
czuję zniewolenia. Moja wolność, to poczucie harmonii, spokoju i walka o własne
szczęście(dzisiaj zauważyłem, że w tym poczuciu ocieram się trochę o myślenie
buddyjskie). Wierze, że nie popadnę w wymienione tu oraz inne pozory wolności,
czy zniewolenia- szczególnie przez moje własne demony wcześniejszych lat,
natury, osobowości, rzeczy, które sprawiały, że nie potrafiłem się podnieść
samodzielnie…
Nie szukaj tutaj tezy oraz jej potwierdzenia na
końcu. Po prostu przeczytaj i pomyśl…
Poniżej wiersz, o którym wspominałem w tekście:
My…
My…
Pomieszane
języki
Rozmaite
intencje…
Orzeł
kiwa głową
A
Bogurodzica płacze…
My…
Zniewoleni
przez wolność
Niegdyś
dla niej ginęliśmy
A
teraz żal…
Szczęśliwi
są głupcy
Albo
szaleńcy…
My…
Szlachta,
walcząca o honor,
Gdy
się jej zachce…
Podnosimy
bunt,
Gdy
matka lizaka chce zabrać…
My…
Egoiści…
Łapserdaki
i kanciarze…
Ufność
ma problem
Z
dostosowaniem się do nas…
My…
Patrioci
i faszyści
Zdrajcy
i wybawcy
Wymieszani,
jak nikt…
My…
Polski
naród…
(napisany
w styczniu 2012 roku)
[2] Zob. http://mateusz.pl/rodzina/mw-tpw.htm pierwszy akapit
[3] Przeczytaj http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pawel_vi/audiencje/ag_05021969.html
szczególnie
środkowe akapity