a.
Homoseksualizm/ideologia
gender, a tolerancja
Zacznijmy od aspektu najbardziej drażliwego, dotyczącego relacji
międzyludzkich, związków małżeńskich, związków partnerskich i uzurpowaniem
sobie prawa do określenia „rodzina”. Jest to temat dość szeroki, ale spróbuję
go w miarę streścić. Spróbuję…
Ideologia gender i homoseksualizm.
Obydwu pojęć definiować i bliżej określać nie trzeba. Ogólny dostęp do
informacji na ten temat jest bardzo duży i szeroki, tym bardziej, że od
dłuższego czasu co niektórzy zdają się przekonywać, iż mieliśmy i mamy nadal do
czynienia z tym na co dzień.
Posłużyłbym się tą myślą, jako pewnego
rodzaju punktem wyjścia do osądu, jaki ostatnio podjąłem. Mianowicie.
„Nie od dziś wiadomo nam o
homoseksualizmie i ideologii gender, dotyczącej płci społecznej” – tego typu
zdania czasem słyszą, czytam w różnych wypowiedziach. To prawda – istniało to
od zawsze, ale trwało gdzieś w cieniu, głośno się o tym nie mówiło, lecz
istniała świadomość, że obok nas mogą byś sąsiedzi – homoseksualiści. Chciałoby
się powiedzieć, że tak było lepiej. Żyło się normalnie.
„Kłopoty” zaczęły się od stopniowego
ujawniania się ze swoją orientacją pewnych postaci, znanych w mediach, które na
co dzień oglądaliśmy. Choćby niejaki pan Jacyków(dodam, że nie mam żadnych
powodów, by gościa trawić, ale – o dziwo- nie odczuwam też takich, przez które
pałałbym do niego sympatią). Te osoby, niczym pasterze swego ludu, pociągnęli
za sobą resztę wybranych, których jest całkiem dużo. Nagle wyłonił się element
zoofilii, pedofili, gejów, lesbijek, transseksualistów, którzy zaczęli żądać
swojego miejsca między ludźmi, tolerancji i praw. Odtąd trwają marsze
niepodległościowe szmat, wyżej wymienionych i innych kuromysłów(obserwacje i
zasłyszenie o rozmaitych prowokacjach i nadużyciach zmuszają do odpowiedniego
słownictwa)... Chwila, moment.
Skromna sugestia. Gdyby nie medialność
wymienionych postaci, gdyby nie przekazywanie przez media coraz większej ilości
informacji o ujawnianiu się nowych homoseksualnych „autorytetów”(dodawszy, że
media nie są do końca szczere i lubią dodawać rzeczy wyssane z palca, a ludzka
naiwność robi swoje), gdyby nie wymysły
co niektórych z nich, mające na celu podważenie podstawowych wartości(legalizacja
związków, małżeństwa homoseksualne)…. Gdyby w ogóle nie mówiło się o
homoseksualistach i nie dopuszczało się świadomości o istnieniu tej „choroby”[1],
to by było wszystko w porządku.
Skąd rzekoma homofobia, skąd nienawiść, pogarda
w tamtą stronę?
Sprawa jest teoretycznie złożona, ale
wbrew temu pozorowi łatwo da się ją zrozumieć. A przynajmniej ja stanowczo
uważam, że:
·
Często
do mediów zaprasza się autorytety, są oni specjalistami w jakiejś dziedzinie.
Autorytety, nieważne, z jakiego są środowiska, mają to do siebie, że ich
wypowiedzi(czasem też wizerunki) budzą skrajne emocje i uruchamiają lawinę
paradoksalnych zachowań, w których część odbiorców do słów się przychyla (a
nawet przyjmuje postawę myślenia autorytetu), a część zachowuje powściągliwość
lub przyjmuje postawę wrogą wobec takiej osoby. Bo w końcu czyjaś wypowiedź
może naruszyć u kogoś uczucia i emocje, które dla osoby są pewną sferą sacrum,
prawda? To czasem nie zależy od tego, który się wypowiada ani od odbiorcy – to
się po prostu dzieje.
·
Rzecz
kolejna. Homofobia to skrajność, której definicja jest nam znana. Dodałbym, że
to pewnego rodzaju reakcja na przesyt medialnych informacji o wszystkim, co się
dzieje wokół homoseksualistów. Nadmiar informacji może wywołać takie reakcje.
Media serwują dawkę odurzających wiadomości o różnych dziwnych marszach(budując
wokół nich własną fabułę), traktując to, jak jedną z centralnych informacji
dnia. Jeszcze, gdy do tego marszu włączy się jakieś przeciwne ugrupowanie i
zacznie prać wszystkich po pysku, to jest naprawdę atrakcyjnie. A środowiska
homoseksualne i inne panoszą się, jak trzeba, wykorzystując to wszystko na swój
użytek, np. poprzez walkę o takie same prawa(do rodziny, małżeństwa)....
Odwraca się PRZEWAŻNIE tendencję i
nietolerancję wciska się w usta i czyny nazwijmy to: heteroseksualnych(coś za
dużo tu tego seksu). Ja np. nie cierpię pokazówki i prowokacji (pokaz czułości
męskiej przed kamerami dziennika).
·
Dalej.
„I wszystko byłoby dobrze, gdyby homosie siedzieli cicho i zostawili to dla
siebie”. W ogromnym stopniu się do tego przychylam. Wszystko byłoby dobrze,
gdyby te środowiska nie dopuszczały się nadużyć i prowokacji wobec normalnych
rodzin w formie walki o prawa do małżeństwa i wychowywanie dziecka. Wiemy, kim
jest surogatka… Dla takiej pary homoseksualnej ktoś taki jest jak znalazł.
Niestety, drodzy homo- … Wierzyłbym, że zyskalibyście choć
połowiczną tolerancję społeczeństwa, zdając sobie sprawę z ograniczeń, jakie są
wam narzucone na tej wybranej drodze(wybranej i zaakceptowanej, kiedy nie ma
żadnych środków, aby z niej wycofać). Nie muszę mówić, jakie to są ograniczenia
i sfery, w które nie wolno wam się mieszać(prawo do pojęcia rodziny i
małżeństwa). To po prostu nie jest dla
was!!!!! Przecież każdy ma prawo, ale i absolutny zakaz! Przynajmniej każdy
powinien zdawać sobie z tego sprawę…
·
Zapamiętam
zdanie, którym koleżanka z wrocławskiej wspólnoty Ichtis skomentowała którąś z
kolei paradę równości: „człowiek jest mimo wszystko człowiekiem i chcę go
traktować z miłością, nawet, jeśli jest on innej orientacji”(paraf.). Niestety
jestem jednostką i przez pryzmat tej miłości uczę się człowieka. I na tej
kanwie sądzę, iż:
v
Kochać
warto i tolerować człowieka innej orientacji.
v
Da
się to jednak w pełni zrobić tylko wtedy, gdy my zachowujemy dystans do jego
osoby i zachowania. Należy tu oddzielać sfery jego człowieczeństwa, które są
nam bliskie od tych, które budzą wstręt i kierować się tymi dobrymi
v
Zobowiązani
jesteśmy reagować w obronie swoich wartości i praw, gdy taki człowiek nam je
narusza (szczególnie gdy się to tyczy rodziny). Jest to forma upomnienia
braterskiego, która ściśle związana jest z miłością (tak, jestem przeżytkiem
myślenia katolickiego, które już dawno wymiera, jak to ktoś stwierdził).
v
Trzeba
uświadamiać mu minusy i złe aspekty wybranej przez niego drogi, jednocześnie
nastawiając się na akceptację, gdy taki w stu procentach się upiera przy swoim.
„Myśl sobie, co chcesz, ale jeszcze zobaczysz…”( dziadek Józef).
v
Myślę,
że za jakiś czas przyjdą mi tu jeszcze jakieś przemyślenia.
Czasem sobie myślę, że los, tudzież Bóg,
postawił ten czas walki z tym wszystkim, postawił ludzi innej orientacji, by
człowiek zastanowił się nad sobą, swoją miłością, by go wystawić na próbę. Postawił
to wszystko rodzinom, by wiedziały lepiej, jak wychowywać swoje dzieci, nie
dopuszczać się nadużyć, błędów wychowawczych, patologii. Może to taki prztyczek
w nos, by co niektórzy się opamiętali… Co nie zmienia faktu, że nie można
dopuścić do wywrócenia pewnego porządku do góry nogami. Tolerować, ale nie
wszystko. Akceptować, ale nie bezgranicznie. Niech nikt tu tego nie wymusza. To,
co jest przywilejem jednych albo ich prawem, niestety zazwyczaj z różnych względów
nie jest prawem innych. Będąc jednostką, organizmem wiem o tym dobrze i znam te
granice. Może wypadałoby, żeby te środowiska też je poznały? Wtedy żyłoby się
nieco lepiej… Tak sądzę.
CDN
[1] Niech już będzie
- jestem „staroświecki”, to prawda, ale zawsze to będzie dla mnie choroba. Możliwe
do zaakceptowania byłoby to tylko wtedy, gdyby nie byłoby już żadnego sposobu
na odratowanie takiego człowieka. Trudna byłaby to akceptacja, ale możliwa do
realizacji.