Paweł
„Aldaron” Czekalski. Gitarzysta,
wokalista, autor piosenek, bard. Śpiewa piosenki opisujące życie we
współczesnym świecie, o relacjach i zależnościach świata natury i cywilizacji,
o radościach, wyborach, smutkach, poszukiwaniu duchowości współczesnego
człowieka[1]
- tak o nim najprościej można przeczytać w opisie na jego stronie internetowej.
Mainstream nie zna Aldarona (i dobrze bardzo), choć niby przed laty wystąpił on
ze swoją muzyką w radiowej trójce. Ja też go nie znałem, dopóki nie zobaczyłem
jego występu na przeglądzie piosenki górskiej „Polana” w 2012 roku. Wtedy jego
muzyka, teksty oraz wokal/flow zadziałały na mnie jak swoiste katharsis,
oczyszczające powietrze gór albo znad morza. Sam tworzę coś na kształt poezji
od -nastu lat, ale Paweł i jego twórczość razem to jedna z nielicznych energii,
które nadały tej mojej niby - twórczości zupełnie inny wymiar, w którym staram
się brylować po dzień dzisiejszy. Czyniąc dłuższą historię krótką: on, jak i jego twórczość stały się jedną z
moich nielicznych inspiracji.
Trzymam
właśnie przed oczami swemi najnowszą płytę Aldarona „Na przeczekanie” z tego
roku. W porównaniu do wcześniejszych dwóch płyt, z którymi dane było mi się w
różny sposób zetknąć, odbieram to wydawnictwo jako typową składankę. Co zresztą
jest prawdą: jest to składanka utworów, nagranych na przestrzeni lat 1997
(„Widziałem”) – 2015(„Pytania”, „Wiatr jak wiał”). Aldaron nieświadomie zdaje
się iść śladem co niektórych artystów, którzy w swojej działalności sięgają
czasem do pomysłu nagrania takiej składanki, choć on sam pewnie uważa inaczej.
Większość piosenek jest „odpowiednio dopieszczona” pod kątem brzmienia i jakości
dźwięku. Aczkolwiek z tytułowego „Na przeczekanie” oraz „A może być tak(wersja
z lasu)” daje się słyszeć surowość
wykonania. Zresztą, co do drugiej z tu wymienionych pieśni, wszelkie poszlaki
wskazują, że była nagrywana w lesie J.
Całość
to 11 subtelnych numerów zaśpiewanych przy akompaniamencie gitar(y), harmonijki
i djembe(?) – prostota instrumentarium, która na mnie już kolejny raz odciska
swoje piętno. Na płycie znalazło się też miejsce dla gości: Jacka Kleyffa oraz
Marcepana Dzierzgowskiego, który, nota bene, bardzo często koncertuje z
Aldaronem.
Muzycznie
płyta spodoba się wielbicielom poezji śpiewanej lub piosenki górskiej. Utwory
nie są skomplikowane, jedne mogą wpaść w ucho, inne niekoniecznie – to w
zależności od tego, jakie linie melodyczne preferuje twoja dusza. Wokal
Aldarona jest prosty i niewymagający, a przy tym, paradoksalnie, na swój sposób
urzekający. Ten gość nie jest i nie będzie wokalnym guru pokroju Marka
Piekarczyka, ale korzystając z możliwości i darów, które posiada, potrafi
otworzyć zapomniane wymiary życia. Mamy tu bardzo łagodne tonacje, mamy emocje,
mamy chrypę oraz „nawijkę” i flow. Ja ze swej strony pozwolę sobie na krótkie
odniesienie się do tych utworów.
Tytułowe
„Na przeczekanie”, jest pozytywnym otwarciem, z którego dźwiękami można o
poranku ruszyć w połoniny. Jak
wspomniałem, w tym utworze gościnnie wystąpił Jacek Kleyff, który stworzył z
Aldaronem bardzo sympatyczny dla ucha wokalny duet.
„Gdy
wieczorem” to nastrojowa nuta na wieczory, która otwiera drzwi z napisem
„Tęsknota”. Sam utwór ma zresztą bardzo melancholiczny charakter, przynajmniej
w moim odczuciu.
„Wymiana
opowieści” to utworek o bujanym charakterze, który mnie osobiście przenosi w
towarzystwo, bujające się w lewo i prawo przy ognisku.
„Wu
wei” wprowadza w rzeczywistość przyciemnionego pokoju z tlącymi się kilkoma
świecami.
„Zmienia
niezmiennie” i „Jesteś spokojem” zajmują stanowiska kolejnych pozytywnych
brzmień, towarzyszy wędrówek i refleksji wszelakich.
„Widziałem”
brzmi, jak opowieść wygrywana z wyższych partii Tatr, z których (nie uwierzysz)
widać wszystko dużo lepiej, niż z centrum miasta.
„A
może być tak” znam dobrze z wcześniejszych kontaktów z utworami Aldarona. Ten
song pierwotnie był wykonany z tyskim raperem Miraho, ale tu przybiera zgoła
inny kształt. Cały ciężar utworu Aldaron wziął na siebie. Jego nawijka i stonowany,
melodyjny wokal tworzą całkiem udaną mieszankę, choć nieco szybsze tempo, niż w
pierwszej wersji z Miraho daje się odczuć nieraz w postaci szybko łapanego
oddechu J. Niemniej jednak jest to jeden z bodaj 6 utworów z
tej płyty, do których przekonałem się od razu. Rytm i melodia, która wycisza…
„Pytania”
poznałem chwilę przed bezpośrednim kontaktem z płytą i szczerze przyznaję, że
to również jeden z moich topowych utworów, które niejako „katuję”. I wcale tego
nie żałuję, bowiem miło jest słuchać melodyjnego początku i ognistego przejścia
do stylowej nawijanki.
Płyta
kończy się utworami „Wiatr jak wiał” oraz „Kołysanką”. Po kolejnym
energetycznym numerze dostajemy wyciszającą balladę, ale nie na tyle, by
pokładać się do snu J.
Teksty
tego albumu to temat na osobną rozprawę, a może nawet analizę i interpretację,
która może przybrać format książki. Myślę, że nawet taka interpretacja nie odda
w pełni tego, co można tam znaleźć… Aldaron pisze teksty wielowymiarowe, które
„na boku” można bardzo szeroko zreflektować. Każdy tekst nie jest do końca
odniesieniem się do jednego konkretnego tematu/tytułu, ale stanowi on niewielki
fundament do takowej refleksji. Ogólny kontekst to natura ludzka w dwóch
wymiarach: zabieganym i zniewolonym przez system, kapitał, korporację i wiele
innych podobnych tworów oraz tym, realizującym się w fakcie wyzwolenia,
umiłowaniu przyrody, natury i wędrówce, dzięki czemu patrzenie się na to
wszystko inne z boku powoduje lekki uśmiech. Aldaron bardzo lubi igrać ze
słowami i szykiem („czy lubisz już facebooka na facebook’u/czy masz już swego
munia na kuku?”), uciekać w filozofię („Wu Wei”) i wyliczać („Pytania”). Jak na
wędrowniczy status społeczny, gość jest bardzo oczytany, osłuchany i świadomy,
czego można uświadczyć zarówno na tej, jak i na pozostałych jego płytach.
Polecam
tą płytę wszystkim, którzy chcą się na moment zatrzymać i mentalnie wypocząć.
Polecam ją każdemu, kto wie, że życie to przeszłość i przyszłość, a teraźniejszość
istnieje tylko formalnie – tak naprawdę nie jest to nawet mrugnięcie oka.
Przeszłość to coś co się stało, dokonało, fakt. Natomiast przyszłość to
niewiadoma, coś domniemanego, niepewnego, przypuszczalnego. Bo przecież „może
być tak, że za parę lat przestanie istnieć świat, który myślisz, że znasz/ a
może być tak, że nie zmieni się nic i będziemy w tym trwać na jałowo gnić”(oj,
tak – nowa aranżacja tej nuty nie schodzi mi z głowy). Życie to fakty (rzeczy
przeszłe) naprzeciw przypuszczeniom(niepewnej przyszłości), pomiędzy którymi
jest ułamek sekundy, zwany momentem/Tu i Teraz. Nawet to można wykorzystać. Dlatego
czasem warto się zatrzymać i dać sobie chwilę „na przeczekanie”.
