poniedziałek, 20 maja 2013

Znajdą się tacy...

Znajdą się tacy, którzy mogą  mnie za jakiś czas ukamienować za to, co teraz tu wyrażę, ale innego wyjścia nie mam... I tak przygotowuję się na to, że za niedługo mój czas tutaj się zakończy, a od dłuższego okresu mam taki pogląd, który z upływem lat krystalizuje się coraz bardziej. I doskonale wiem, że ty, czytelniku też o tym wiesz, ale niewykluczone, że kryjesz się z tym. Albo boisz się powiedzieć, bo zasadą i nakazem otumanionej masy jest stać w jednym szeregu, a kto wyjdzie przed niego i powie coś prawdziwego, szczerego, wiarygodnego i indywidualnego, to ginie na miejscu. W myśl stwierdzenia: "znaj miejsce śmiecia", śmieciu... Nie pozwól sobie na to. Dosyć.
Albo ja po prostu tego od ciebie nie usłyszałem...
Najpierw fakty. W nocy z soboty na niedzielę (chyba) 18/19 maj 2013 zginął w Oleśnicy w jednej z gorszych dzielnic młody chłopak. Został zasztyletowany. Śmierć na miejscu. Dwaj jego koledzy, pozostali z ranami kłutymi, dokonanymi przez agresora, pewnie też oleśniczanina. Być może w tej chwili jeszcze przebywają w szpitalu - tego nie wiem. Nie śmiej się ani nie krytykuj, przedstawiam to na tyle, na ile do mnie dotarło.
Wiek ofiary jest mi kompletnie nieznany, choć po analizie jego profilu na facebooku oceniłem go na max 20 lat. Mieliśmy kilku wspólnych znajomych ale nam samym nie było dane się zetknąć, więc jeśli mam być szczery, to osobiście niespecjalnie przeżyłem fakt jego śmierci... Bardziej jednak wczuwam się w sytuację ze względu na rodzinę, której składam serdeczne wyrazy współczucia (może kiedyś się spotkamy) i jego bliższym znajomym, może kilku osobom, które bardzo empatycznie podchodzą do tragedii. To nawet dobrze... Oleśnica huczy, chciałoby się powiedzieć...
A teraz przemyślenia. Ostrzegam przed petardą: sam przeciw wielości - mogą być ofiary po obu stronach(po mojej tylko jedna)...
Zasłyszałem wczoraj o organizowanym rzekomo w dniu pogrzebu chłopaka marszu pokoju przeciw takim sytuacjom, przeciw agresorom, przeciw patologiom. Hm... Problem jest złożony i sprowadza się do dwóch rozbieżnych dróg: państwo i nasza natura, wybory, mentalność... Zostawię to do własnej interpretacji.
To prawda. Agresorom won! Patologiom won! Leczyć to w cholerę, restrykcję wprowadzać, nim dojdzie do tragedii. Tym, którzy cierpią z tych powodów, pomóc, jak się da. Lustrować dzielnice, w których istnieje prawdopodobieństwo regularnego powtarzania się incydentów, nie tylko tego rodzaju. Lustrować inne dzielnice, by spokojny obywatel miał nienaruszoną przestrzeń życiową przez takich patafianów(nie ukrywam, mówię tu między innymi o sobie jako o w miarę spokojnym obywatelu)! Niech pierwszy kamień poleci za to, co teraz stwierdzę: za komuny od godz. 22 zwiększała się frekwencja milicji i miało to jakąś słuszność, podkreślam: JAKĄŚ. Był respekt, choć nadużycia były po obu stronach. Opieram się na opowieściach wiarygodnych i uczciwych ludzi, moich mentorów, którzy przeżyli tamten czas i teraz boli ich obecna kondycja, nazwijmy to "narodu". Nie było tylu rozrób, które dziś w dobie wolności są na porządku dziennym. Nie było tylu morderstw o byle gówno lub za jego brak(jeśli szukasz riposty, to nie powołuj się na przypadek ks. Popiełuszki i jemu podobnych - to jest inny temat) - dziś każdy jest wolny i wynika z tego, że zabójcy także mogą robić, co chcą... Mamy prawo. I to nie byle jakie prawo. Pokręcone prawo. Na tyle, że oprawcy są chronieni. To jest (między innymi) ta wolność, którą nam podarowano po 89 roku?? To jest ta wolność... ?
Inna kwestia. Sam marsz pokoju i jego idea. Niechby to było tylko ku pamięci chłopaka... Ale... Kurwa mać! Dlaczego impulsem do głosu ludzi, do chęci wprowadzenia zmian musi być tragedia!? Czy u nas brakuje przezorności, przewidywalności skutków i zakładania dalszych wydarzeń w aspekcie społecznym i jednostkowym? Chociaż trochę... Nie tak dawno, bo jakieś dwa, może trzy lata temu ciężko pobity został w Oleśnicy mężczyzna. Podobna okolica, podobna godzina, policji w tamtych stronach jak na lekarstwo, a powołana i pobłogosławiona straż miejska grzebie sobie w dupie. Nie wiem, czy w tamtym okresie nie został zorganizowany podobny marsz, mogę się mylić. Generalnie chodzi o impuls, często chwilowy, potem powrót do codzienności i za jakiś czas powtórka z rozrywki. W pierwszej chwili inicjatywa skojarzyła mi się z pewnego rodzaju happeningiem, który i tak niewiele przyniesie, ale lepiej bym się pomylił. I wierzę, że się tutaj pomylę...Przepraszam co niektórych za te wyrażenia, ale sorry Winnetou, tak to niestety widzę...
Jeśli od pewnego czasu są regularne kontrole instalacji gazowej, będące następstwem nowych zasad wprowadzonych przez państwo, to może... Może... Szkoda, że te zasady także zostały wprowadzone po tragicznym wypadku kilka lat temu (wybuch gazu, prawdopodobnie jakieś ofiary...). Ciekawe... W tym kraju musi zginąć człowiek, dla odmiany ludzie, by ktoś u władzy się ocknął i coś zmienił(także w kwestii bezpieczeństwa). A tyle jest do zmiany (na czele z rządem). Czy potrzeba kolejnych ofiar?
Ostatnia kwestia. Sam w sobie ten marsz jest bezsensowny... Przeciw agresji, patologiom itp. A może gdyby był to marsz, połączony z rachunkiem naszych sumień? Ile procent agresji jest w każdym z nas? Ile procent patologii, niepoukładanego myślenia... Ile obłudy, dwulicowości? Jakie pokłady agresji możemy uwolnić po alkoholu, narkotykach i innych kuromysłach (choć też niekoniecznie)... ? Zamiast wystąpić przeciw komuś, to zastanówmy się najpierw nad sobą i nad naszą samokontrolą. Każdy, jak tu stoi, czy siedzi i piszący te słowa. Nie wierzę, żeby ktoś był krystalicznie czysty, a jeśli tak "to niech pierwszy rzuci kamieniem". Prawda boli najbardziej, kiedy dotyczy ona bezpośrednio nas samych, mordujemy wtedy jej krzewicieli. Gdy po pewnym czasie jednak się z nią zgadzamy - jej piewców już nie ma... Zapamiętaj: gdy prawda dochodzi ostatecznie do serca i wprowadza nowy styl życia, wtedy jej piewców już nie ma...
Wybacz ostrość tego tekstu, czytelniku. I tak jest o wiele łagodniejszy, niż planowałem... Tak jak wspomniałem: kiedyś mnie tu braknie i teraz, patrząc na te słowa wkurwionego dekadenta, możesz się zbulwersować. Ale minie czas i spojrzysz na trzeźwo(mnie już przy tym może nie być). Chyba, że teraz coś dostrzegłeś oprócz 1/10 wylanej przeze mnie goryczy... Jeśli usłyszę, przeczytam ripostę lub poczuję, jak uderza mnie kamień w głowę, to będzie znaczyć dla mnie, że kogoś ruszyło...
Wieczne odpoczywanie, racz Norbertowi dać, Panie [*]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz