Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był
razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego:
«Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę
śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej
do boku Jego, nie uwierzę». A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu
wewnątrz [domu] i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął
pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój
palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź
niedowiarkiem, lecz wierzącym!» Tomasz Mu odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!»
Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś?
Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli» (J 20, 24 –
29).
Gdyby
Chrystusowi „przyszło do głowy” ponownie przyjść dziś na ziemię, to świat też
by Go nie poznał, a posadził na krześle elektrycznym – za uparcie powtarzane brednie
i banialuki, jak pisał raper Łona[1]. A
ów Chrystus jakby przyzwyczajony do tej ludzkiej mentalności „niewiernych
Tomaszów”, cierpliwy, spokojny. Po prostu „robi swoje” i czeka.
Czepiam się tej
mentalności „niewiernego Tomasza”, ponieważ świat taki właśnie jest, a
właściwie potęga pewnych wad, pewnego zła, przybrała na sile. Zakłamanie,
obłuda, hipokryzja i faryzeizm to cechy, które skutecznie podważają i
zasłaniają prawdę – Prawdę[2].
Natomiast „niewierni Tomasze”, to my, a właściwie ludzie, którzy nie zaprzedali
się co prawda tym negatywnym cechom, ale na są tyle zdezorientowani i
zmanipulowani, że obce jest dla nich szukanie prawdy. Oni także „nie uwierzą,
póki nie zobaczą”. A niektórzy wierzą naprawdę we wszystko – w każde kłamstwo,
a to świadczy o tym, że są po prostu słabi. Są wśród nich tacy, którzy po
prostu mają dość i uciekają. Pozornie to jest dobre rozwiązanie, ale niestety
tylko pozornie – zawsze będę w ten sposób myślał.
W zasadzie
powinienem na tym skończyć, bo te słowa już sprawiają ból. Ale nie –
sadystycznie pójdę dalej.
Ech, nasze
polskie podwórko – piekiełko… Na tym środowisku możemy się oprzeć. Widząc to,
co dzieje się tutaj, u nas, w naszym kraju, możemy założyć wariant istnienia
tego samego w reszcie świata. Jednak nam, „niewiernym Tomaszom” ciężko jest
przyjąć założenie odwrotne, że niekoniecznie tak musi być. Totalna nieufność
człowieka jest efektem zderzenia się z antywartościami obecnymi w
rzeczywistości[3].
Bowiem każdy ma jakiś ideał, każdy w coś wierzy, każdy upatruje jakąś nadzieję
w myśl dobra wspólnego[4]. I
dlatego często taki „niewierny Tomasz” po prostu się poddaje, rezygnuje… Wtedy
można z nim zrobić wszystko.
W naszym polskim
piekiełku żyją ludzie, którzy mają dużo pozytywnych wartości, którzy wierzą w
Absolut, którzy kierują się szeroko pojętymi zasadami a także starają się być
sprawiedliwi. Cudzoziemcy mówią o wielkiej polskiej gościnności, przychylności
i uprzejmości. I naprawdę jest wielu ludzi, którzy to reprezentują! Jednak
istnieje kilka stron tego medalu. Mianowicie są jeszcze ludzie, którzy od
zarania otwarcie temu przeczą poprzez zawiść, zazdrość, nienawiść – często
bezsensowne. Są jeszcze tacy, którzy perfekcyjnie grają ‘komedię” i swoje
negatywne przywary przykrywają sztucznością pozytywnych zachowań. I robią to
często tak genialnie, że na kilka pierwszych rzutów oka (tego samego, wkładanego
za każdym razem od nowa) uczciwy człowiek (jakich naprawdę mało) się nie
połapie! Dzieje się to głównie w pędzie po władzę oraz w próbie jej utrzymania!
Ktoś, kto jest w opozycji może to zauważyć i próbować oświecać ludzi, ale
obecne metody socjotechniczne oraz błędy i potknięcia owego opozycjonisty nie
pozwalają na to. Poza tym słabych ludzi, „niewiernych Tomaszów” po prostu się
kupuje. Kupuje się ich nadszarpniętą świadomość! Dobór technik tego rodzaju
zakupu jest ogromny.
Tak… Otarłem się
o niebezpieczne zjawisko, którego skala jest dziś bardzo duża: szeroko pojętą medialną
manipulację. Media są kupione, a te, które walczą o wolność (w myśl zasady
wolności mediów) – dyskredytowane w oczach opinii publicznej. To niestety
niepodważalny dogmat.
A przecież
odbiór informacji ze świata, tudzież z kraju jest dla nas cholernie ważny.
Spotykamy się z sytuacjami, w których media nagłaśniają wybory, stanowisko pana
u władzy w jakiejś dziedzinie, niekorzystną ustawę rządu, mity o wejściu
kolejnych, pozornie korzystnych ustaw, niesprawiedliwej decyzji sędziego, aktu
pedofilii dokonanego przez jakiegoś biskupa czy o jego malwersacjach
finansowych[5].
Słyszymy też o rzeczach stricte dobrych, które momentalnie są podważane przez
ludzką zawiść. Naszą polską zawiść. Dokładnie.
Media są
kupione, a pęd po władzę, po stanowisko, jest wszędzie. Wielu ludziom marzy się
pewien rodzaj kontroli, stanowienie zasad, prawa, omijanie odgórnie ustalonych
od zarania kodeksów. Wielu ludziom marzy się być „bogami”, którzy będą sprzedawać
„jedyną słuszną rację”. Niedopuszczalne są wtedy czyjeś wątpliwości, które
grożą dyskredytacją i wykluczeniem z życia, ze stada. Dzieje się to po stronie
władzy świeckiej, ale boję się też, że ta mentalność powoli wkracza w sferę
życia kapłańskiego. Hierarchia ma swoje plusy, ale niestety też minusy, a jeśli
dotyczy ona ludzi, to – znając skłonność do złego każdego człowieka – można
spodziewać się nadużyć. To kolejna myśl, którą chyba już zawsze będę się
kierował.
Dlatego trzeba
się strzec tej żądzy. Niestety wielu już nie odratujemy, a możemy tylko stawić
im opór.
Tylko co na to
„niewierni Tomasze”? Ci „straceni ludzie”, zrezygnowani, zdezorientowani przez
mętlik informacyjny. Z roku na rok poszukiwanie prawdy jest coraz trudniejsze.
Manipulacja sięgnęła takiego pułapu, że to się „w pale nie mieści”, mówiąc
kolokwialnie. Popatrz. Perfekcyjne zagranie pani Moniki O. która ostatnio
wyszła ze studia, kiedy zaproszony przez nią (uwaga – przez nią!) Zbigniew Z.
krytykował ostatnie wybory. Dam sobie głowę uciąć, że nie tylko nie wytrzymała
psychicznie szczerego stanowiska pana Z. Możliwe też, że działanie tego typu
miało wywrzeć wpływ na otępiałych odbiorców, którzy staną ze współczuciem i
solidarnością po stronie jej i „jedynie słusznej opcji”, którą reprezentuje:
„no jak ten pajac mógł”? Kolejnym przykładem może być oględne pokazanie marszu
niepodległości narodowców, jako skrajnej zadymy, a jedynie marsz prezydencki
jest ten „święty”. Znów pudło. Bandy patafianów i prowokantów zawsze się
znajdą, a jednak odbiorca zmuszony jest do oceny całości pod kątem tego, co
otrzymuje. A otrzymuje informacje niepełne, szczątkowe, często spreparowane[6]. I
może nawet taka wypowiedź kibica nie przekonuje, bo ów odbiorca może ostrożnie
stwierdzić, że to gra i komedia lub hipokryzja, ale jest w niej sporo racji[7].
Wszystkie chwyty dozwolone, by zrobić coś dobrego, a społeczeństwo nie zrobiło
z Ciebie w „nagrodę” świni i bandyty. Dziesiątki innych przykładów wśród
których podać można też spokojnie chwyty poniżej pasa, dokonywane przez
środowiska homoseksualne, będące na poziomie dużo wyższym, niż homoseksualista
spokojnie żyjący w cieniu[8].
Jaka tu jest skala! Dążenie wszelkimi sposobami do uzyskania wpływów i
przywilejów przy jednoczesnym powoływaniu się na nietolerancję. Odwracają role,
byś to ty, jako krytykant poczuł się winny i ustąpił. Nie możesz się temu dać.
Te i wiele
innych przykładów w „Manipulacji Codziennej”. Za jedyne 2.99 zł.
No i widzisz,
„niewierny Tomaszu”… I co z tym fantem zrobić? Nic. Nic nie robisz. Jest Ci
wszystko jedno. Dostałeś stos uciech, zgłupiałeś, a ktoś to potem wykorzystał.
Uciekasz jak najdalej, bo telewizja kłamie. Jesteś chorągiewką, która łopocze w
kierunku, w którym zawieje wiatr. Ulegasz różnym poglądom, ale gdzie tak
naprawdę jesteś ty? W jakim znajdujesz się miejscu?
Myślę, że w
takim, w którym czas najwyższy, by znalazł się każdy z nas. A jest to
przystanek, w którym trzeba spojrzeć w lustro i zobaczyć siebie. Do tego trzeba
bardzo dużo wysiłku. Można to zrobić samodzielnie, można za pomocą Pana Boga… Trzeba
posegregować swoje wnętrze, bo ową rzeczywistość zbudowaliśmy sami…
Stworzyliśmy nieświadomie potwora, choć miało to być coś pięknego. Najpierw
rewolucja świadomości, a potem rewolucja mentalna, które powinny dokonać się
wpierw w nas[9].
To nadwyraz trudne zadanie: okiełznanie siebie, wzięcie kontroli nad wadami i
zaletami oraz rozgraniczenie ich od siebie. Trzeba wiedzieć, czego chce się od
siebie, by potem mieć podstawy do wymagania czegoś od ludzi. Trzeba najpierw
zniwelować własne problemy, by mieć podstawy do próby sprostania problemom
rzeczywistości. Trzeba wpierw samemu być sprawiedliwym i uczciwym, a nie od
razu mieć pretensje do świata o powszechną niesprawiedliwość. Trzeba się
przyznać do tego, kim się jest. Co trzeba podregulować, a co pielęgnować.
Trzeba promować pozytywne wartości i szeroko pojęte dobro. A będąc ludźmi
zawistnymi, zakłamanymi dajemy przykład innym. Te cechy udzielają się drugiemu
człowiekowi. Przykład idzie z dołu – od nas. Dla tego np. ja nie dziwię się, że
u władzy są obłudnicy i faryzeusze. Bo skąd się oni wzięli? W dużym stopniu my
ich stworzyliśmy.
Poza tym władza
ma tą mroczną naturę, że człowiek musi mieć dużo siły, by nie zapomnieć, co
promował, by zostać wybranym. Gdy po unicestwieniu smoka Smauga Krasnolud
Thorin wszedł do swojego królestwa, do Ereboru i zobaczył ogromne ilości złota,
zapomniał o wszystkim. Kiedy został władcą, to całkowicie uderzyło mu to do
głowy[10]. Kiedy
dziś zostaje się urzędnikiem, to dość często zapomina się o reszcie świata: „liczę
się tylko ja”. Tolkienowy Thorin to idealna metafora na dzisiejsze czasy i
ludzkie zachowania.
Pozornie
odbiegłem od tematu, ale gdyby się przyjrzeć bliżej… To wszystko jest ze sobą
mocno związane, choćby ze względu na to, że tego typu osoba, dorwawszy się do
przysłowiowego koryta, stara się tworzyć wrażenie światłej, działającej
uczciwie w przywództwie narodu, natomiast innych obsmarowuje. No właśnie…
Wrażenie. Media nas skutecznie karmią tym wrażeniem, ale zadaj sobie pytanie,
na ile jesteś silny, by temu nie ulec: tej karmie (będąc szarym obywatelem)
oraz tej mentalności (gdybyś to na przykład ty starał się o jakiś fotel).
Być może lepiej
trzymać się z daleka, ale od tego zależy dziś w dużej mierze Twoja egzystencja.
Przecież interesują Cię takie rzeczy, jak Twoja emerytura, to, z czego będziesz
żył, jakie możesz ponosić sankcje za jakieś przewinienia i wiele wiele innych.
Jeśli nie – to przykro mi z tego powodu. Ty sam jednak musisz dawać dobry
przykład, tłamsząc i niwelując cechy potencjalnego kłamcy i kanciarza, by
kiedyś inni, którzy braliby wtedy z Ciebie przykład, wnieśli w te wyższe sfery
nową jakość (albo tak naprawdę przywrócili „tamtemu światu” prawidłowe
wartości). Przykład powinien iść z dołu – od nas. Nie masz zasranego prawa mieć pretensji o brak
uczciwości i powszechną niesprawiedliwość, skoro one nie pochodzi wpierw od
Ciebie. I wmawiaj sobie, że zachowanie władz powinno Ci dawać przykład, bzdura!
Ziarno kiełkuje na dole, by rosnąc ku górze – nie jest wcale inaczej.
Dopiero potem,
gdy podejmiesz ze sobą walkę, możesz próbować ścierać się ze skrzywioną przez
media rzeczywistością. Jeśli potrafisz trzeźwo patrzeć na siebie oraz na świat
i nie przyjmujesz bezkrytycznie „prawd tego świata”, możesz z czystym sumieniem
się za to zabrać. Warto zadawać sobie pytania w stylu „a co by było, gdyby”, porównywać
i weryfikować informacje (jak ktoś powie, że najlepiej nie interesować się tym –
proszę bardzo, zapraszam do próby wytrzymałości, paradoksalnie wielu ponoć
wytrwało). Także widzisz, „niewierny Tomaszu” – zacznij od siebie.
Postawa „niewiernego
Tomasza” to ostrożność, ograniczone zaufanie i to jest bardzo dobra postawa. To
postawa, którą zbudowała w nas zakłamana rzeczywistość, ale paradoksalnie to
brak naiwności i rozsądek. Bardzo trudno jest połączyć ją z szeroko pojętą wiarą,
bo taką można łatwo wykorzystać, otwierając drogę wspomnianej manipulacji.
Pomimo tego, że „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”, to uważam ją
(jej paradoks) za akceptowalną na dzisiejsze czasy. Chciałbym, by taki polski „niewierny
Tomasz” tym, którzy może kiedyś będą go reprezentować w ważnych sprawach, dobry
przykład, o którym nadmieniałem wcześniej. Tak, by potem nie było lamentu, że
władza Cię oszukała. Bo to błędne koło może toczyć się jeszcze bardzo długo.
[1] https://www.youtube.com/watch?v=G5-9xZOMZ1c
[2] Wyraz, napisany z dużej litery,
przyporządkowany jest Synowi Bożemu, który jest Prawdą, a z małej litery
światu, w którym prawda wyraża się w kontekście sprawiedliwości, uczciwości,
pozytywnych cech, stanowiących o człowieku.
[3] Silniejsze jednostki potrafią
ograniczyć się tu do poziomu maksymalnie ograniczonego zaufania. I chyba to
jest najbardziej racjonalna postawa.
[4] W Polsce przestało istnieć coś
takiego, jak dobro wspólne. Istnieje „dobro wspólne nasze”, „dobro wspólne
wasze”, „dobro wspólne ich i wielu innych”… Celowy podział narodu, oparty na
fundamencie naszych negatywnych przywar i przeogromnie zróżnicowanych
intencjach…
[5] Ciekawe jest, że opinia
publiczna i media czepili się kleru, jak rzep, dyskredytując CAŁOŚĆ tego
środowiska w oczach innych. To, o czym wspomniałem: wykorzystuje się błędy i
przewinienia jednostek, by zniszczyć całokształt. Tylko, że dziś kler jest „najgorszy”,
a tak naprawdę są jeszcze inne środowiska znacznie gorsze. Inni, zwykli ludzie.
A o nich to już się nie mówi? To jest sprawiedliwość?
[6] Tutaj ‘niewierni Tomasze”
powinni mieć pole do popisu. Tak jak ewangeliczny Didymos, który na własne oczy
zobaczył dowody zmartwychwstania Jezusa, tak i oni powinni znaleźć się w
centrum wydarzeń i dać prawdziwe świadectwo, licząc się z kolei z niewiara
kolejnych „niewiernych Tomaszów”. Ech, jaki pokręcony ten świat.
[8] Takich akurat to chwalę, ich da
się jeszcze znieść i szanować (z wzajemnością). Gorzej, gdy zaczynają sięgać po
argumenty, by cię zdyskredytować. Gorzej, gdy zaczynają iść za jakimś swoim
guru, który próbuje siłą przebić się do pewnych sfer, by dyktować warunki.
[10]
J.R.R. Tolkien, Hobbit.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz