Wielu z nas żyje od ponad półtora
roku świetnym pod niemal każdym względem projektem muzycznym o nazwie
Luxtorpeda. Przejawia się to w czytanych przeze mnie komentarzach do
poszczególnych ich koncertów, zachętach koleżanek do wpadu na koncert czy w
ogóle opowiadaniu o nich. Dzieje się to za sprawą Roberta „Litzy” Friedricha-
ktoś powie. Przecież on jest na tyle medialny, by zwrócić na ten projekt uwagę
ludzi. Albo na tyle charakterystyczny, że media(szczególnie te chrześcijańskie)
bardziej do niego lgną, bo zawsze znajdzie dla nich chwilę czasu. Ale jest
jeszcze jeden aspekt, na który, owszem- też zwraca się uwagę, ale uważam, że
powinno się to robić przynajmniej na równi z tym pierwszym, dotyczącym Litzy..
Chodzi mi o gościa, z którym Friedrich
wszedł w nietypową spółkę, która przyniosła tak miażdżący efekt. Wszyscy wiemy,
że początkowo miało być czterech jeźdźców Luxtorpedy, a po pewnym czasie praktycznie
dotarł piąty, pochodzący z zupełnie innego świata. Innego? A może raczej
alternatywnego, zmierzającego do tego samego, tylko troszkę inną drogą. Gość
ten wygląda na spokojnego i wyciszonego, choć kiedyś w jego tekstach nie było
takiego spokoju i ciszy. Jest świetnym obserwatorem, dobrym satyrem, naprawdę
często trafiającym w sedno i umiejącym wszystko perfekcyjnie ułożyć w słowa.
Dobrze znam skład 52 Dębiec, tak
samo jak wiele innych, pochodzących z Wielkopolski- ojczyzny dobrego hip hopu.
W latach 2004- 2006, kiedy byłem w liceum usłyszałem ich numer „Konfrontacje”,
non stop recytowany potem przez kolegę z klasy. Mimowolnie zapadł mi w pamięć.
Nie rozpalił on miłości do hip hopu, bo takowej nigdy nie było(wiekszy
sentyment mam do ciężkiego rocka), ale sprawił, że zacząłem szukać innych podobnych.
Dotarłem w ten sposób między innymi do Pei, Slums Attack, Kartela, Ascetoholix,
Owala, Emcedwa oraz 52 Dębiec.
Przez
pewien czas z wyżej wymienionych wałkowałem praktycznie tylko Peję, ale jak to
mawiają lekarze- co za dużo, to niezdrowo. O Przemku Frenclu i 52 Dębiec przypomniałem
sobie w typowych dla słuchaczy Luxów okolicznościach, czyli w momencie, gdy na
youtubie pojawił się pierwszy singiel zespołu „Niezalogowany” już z Hansem na
pokładzie. Opadła mi szczęka, bo początkowo gościa nie poznałem: broda, włosy
dłuższe. Co jest, pytam się? Od razu zacząłem dokonywać retrospekcji,
poszukując wcześniejszych wydarzeń, czyli jak, gdzie, kiedy i co? Czasem mam
wrażenie, że robię to stosunkowo intensywnie po dzień dzisiejszy. Dotarłem do
ogromu wywiadów, filmików na youtubie z komentarzami ludzi i innego rodzaju
źródeł wiedzy, wracając jeszcze do starych utworów Pięć Dwa. O ile kiedyś część
tych tekstów, jak i flow Hansa wprawiały mnie w dobry humor, zahaczający o
ekstazę, tak teraz spoglądam na nie z zupełnie innej perspektywy.
Dziś
po zebraniu wystarczającej ilości materiału w oparciu o kilka artykułów i
wywiadów jestem w stanie napisać refleksję, która krążyła mi po głowie już od
jakiegoś czasu.
Zarówno
Hans jak i Litza są dowodami na moje przekonania o tym, że człowiek zmienia pod
wpływem rozmaitych bodźców swoje myślenie oraz na to, że kto podlega
przemianom, rozwojowi, nie zamykając się w jednym nurcie ma o wiele większy
bagaż doświadczeń, niż ten, kto wykazuje jakąś stałość. Nie odbieram tu niczego
Litzy, który takim stabilnym człowiekiem według mnie jest(odczułem do
osobiście, gdy kiedyś spotkałem się z jego spojrzeniem we Wrocławiu na placu
Dominikańskim J). Chcę
tylko podkreślić, że chęć wprowadzania zmian(co czyni Hans) można porównać do podążania
długim korytarzem i otwierania każdych drzwi, za którymi zawsze będzie coś, co
warto zabrać do wykorzystania. To droga do pewnego punktu. Do tych drzwi, które
otworzymy i odczujemy, że czas już się zatrzymać i nie trzeba iść dalej, że
osiągnąłem wszystko, co było możliwe. Można to też rozstrzygać w kategoriach
poszukiwania ostatecznego spokoju i harmonii: kryją się one zazwyczaj za
ostatnimi drzwiami. Znajdą się też tacy, którzy wcisną się tu z aspektem,
dotyczącym poszukiwania Boga, ale tutaj nie będzie na to miejsca. Zatem co
można powiedzieć jednym zdaniem: Hans się zmienił? Myślę, że tak. Wierzę w jego
wypowiedzi, udzielane w wywiadach dotyczące jego podejścia do zespołu, tego,
jak się tam czuje i jak odbiera inne od niego środowisko.
Swoje
najstarsze poczynania tłumaczy: „Moim
założeniem było skupienie się na negatywnych aspektach życia, negatywnych
emocjach, wiszącej w powietrzu złości. Po części ja też byłem wtedy zbuntowany,
zły na świat” [1]. Przemo był wtedy chyba niewiele młodszy ode mnie. Tak jakby ten
wiek 20- 24 lat nacechowany był jakąś złością, która samodzielnie, o własnych
siłach się przytarabaniła. Patrząc jednak na teksty Hansa z albumu P-Ń VI ta
złość miała swój podkład: jej adresatami byli cwaniaki(„Konfrontacje”),
patologie społeczne („Siła”), kłamcy i manipulanci(„Pies”). Ujście swoje
znajdowała tutaj też kpina, bezczelność, i satyra(„To my , Polacy” i „Powiem”).
Na podstawie kilku wersów w tych dwóch utworach stwierdzono, że Hans jest
przeciwny Kościołowi, antyklerykalny, co potem w słowach sam przyznał. Ja tylko
dziwię się mentalności ludzi, którzy przypięli mu łatkę antyklerykała,
„przestępcy z Dębca”, „psa bez pana” na podstawie słów tekstów a nie
całokształtu osobowości. Wykluczam fanatyków, dla których antyklerykalizm,
sprzeciw Kościołowi tożsamy jest niewierze w Boga(„Hans katolik”- przeczytałem
kiedyś pod nagraniem koncertu z Woodstocku. Na pewno?). Takowym przyda się
pewne rozróżnienie.
Łatka
wściekłego psa z Dębca przylgnęła solidnie: kiedy w 2007 roku Hansa zaproszono
na koncert promujący poznańskie zawodówki, "Gazeta Wyborcza"
przypomniała tekst utworu "Policyjne", w którym pojawia się hasło
"mamy tradycję j.. policję". Nikogo nie obchodził fakt, że w tym
czasie Hans wyrósł już z takich tekstów[2]. Bo
to prawda- wyrósł. Dziś ma 30 lat i z pewnością nie wróci do tego, co było.
Pewne jego przekonania uległy jednak drobnej modyfikacji. Jak sam stwierdził: „W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że w
zasadzie nie różnię się niczym od Tadeusza Rydzyka i skrajnych katolików, bo
sam jestem równie skrajnym antyklerykałem. Zacząłem to wypośrodkowywać, nie
chciałem dać się zaślepić przez jedną ideę i jedną gazetę, która mi napisze
"jak jest naprawdę”” [3]. „Nie zmieniłem poglądów na temat wielkich
zorganizowanych religii: to zawsze była i jest wielka władza, kasa i polityka.
Nie chcę w tym uczestniczyć, ale nie chcę oceniać ludzi w zły sposób, bo
łapałem się na złym podejściu do człowieka tylko dlatego, że chodzi do
kościoła. Dziś jestem bardziej racjonalistą niż fanatykiem[4]” – mówi w innym
miejscu. Poza tym Hans wspomina w wywiadach o innych kwestiach, wpływających na
jego osobowość w tamtym czasie: o osamotnieniu, marnych warunkach do życia,
nagrywaniu płyty z Deep’em w latach 2006/2007 i o zniszczeniu części nagranego
materiału. Być może próbował się odnaleźć, na nowo określić a przede wszystkim
odciąć od niechlubnej przeszłości, w której jego gniew i chamstwo z nim
związane przejawiały się w postaci „półmetrowego ch…, wchodzącego w d…
policjantom”. Czasem się zastanawiam, czy nie traktuje on o tym w kawałku,
wykonanym wespół z The Old Ciemna „Rise Up”. Rapuje tam: „Mam fobie/Skonfliktowany
sam ze sobą w sobie/A to dobre/ Niezrozumiany ciągle/Więc sam ze sobą toczę
wojnę o mnie/Idąc swą drogą/Czasem, jak zombie nieprzytomnie”. Gdy pierwszy raz
dwa miesiące temu odsłuchałem ten utwór, miałem wrażenie, że do drugiej lub
trzeciej minuty jest on o mnie. To było niesamowite… Spojrzenie w siebie na
podstawie takiego, jak i wielu innych podobnych tekstów…
Stwierdzam,
że Hans przeżył właśnie taki Rise Up, otrzymując kupę nowej energii od Litzy,
Kmiety, Drężmaka i Krzyżyka, z którymi doskonale się zgrał, choć panowie mają
tak różne mentalności. Poza tym wierzę, że udało mu się przede wszystkim
odświeżyć swoje życie, okiełznać wewnętrznego rozbójnika i przekształcić go w
spokojnego mówcę(to akurat mu się udało). Powiedziałbym, że jest to
przywilejem, a może raczej obowiązkiem tego wieku, by wejść w ten etap. A może
to jest związane z osobowością i tolerancją Litzy, który wcześniej pewnie
słyszał o Hansie, ale teraz dopiero miał okazję go tak naprawdę poznać, i to od
tej konkretnej strony. Albo rzeczywiście okazało się, że ci dwaj panowie myślą
o tym samym, tylko innym sposobem i trzeba było spotkania, by te myśli znalazły
swoje ujście. Sam Hans wszedł ze swoimi tekstami z przesadnej prostoty w
zupełnie nowy wymiar, w którym jest ogrom miejsca dla słuchacza i na pewno nie
będzie tego stosował wyłącznie w Luxtorpedzie. To wymiar natury bardziej
duchowej, co przejawia się w dzisiejszych jego tekstach pokroju „Dopóki jestem”
albo „Wierzyć”(w wykonaniu z OffReason) oraz w sporej części piosenek Luxów. I
zaznaczam: nie wierzę, by pobożność Litzy i siłą rzeczy poszanowanie(na zasadzie: wszedłeś do czyjegoś domu, to zachowuj zwyczaje gospodarza) dla niej stanowiły tu
jakąkolwiek granicę. Hans ma pełną swobodę i pisze tak, jak chce na dzisiejszy
czas. W końcu dojrzał i wkroczył na drogę do osiągnięcia harmonii i spokoju, na
której, jak wspominał „ma zamiar się potykać”. Bowiem człowiek zawsze myśli
wtedy, gdy napotyka trudności… Coś w tym jest.
Nie
ma co kończyć jakimś specjalnym moralizatorstwem, ale zwykłymi życzeniami.
Jednym z nich mogłoby być to, by Hans „biegł jeszcze, walczył wściekle, dopóki
jest”, między innymi o odcięcie się od przeszłości, by się już nigdy nie
odwracał, a tamten okres traktował z przymrużeniem oka. By trzymał się swoich
słów i nie zamykał się na ludzi ani środowiska. Znajdą się tacy, którzy będą
życzyć mu odnalezienia Boga w życiu, ale byłby to paradoks na tle piosenek
takich, jak „Dopóki Jestem”(„Na kolana padam tylko przed Bogiem, Więc nie licz,
że klęknę na glebę przy tobie”). Bo nie można robić guru z drugiego człowieka,
nieważne, czy jest kapłanem, biznesmenem, czy kimkolwiek. Podobnież ten
człowiek nie może aplikować aby takim guru zostać. Litza w końcu powiedział, że
też nie kłania się kapłanowi, ale razem z nim przed ołtarzem oddają cześć Bogu.
Życzę
też Hansowi(i po części sobie), by potykając się szukał odpowiedzi na niuanse i
niejasności, których jest tak dużo. Niech te odpowiedzi będą klockami, z
których buduje się doświadczenie. A wszystko po to, by w końcu bezapelacyjnie
uspokoić i poukładać rozchełstane życie… Trzymaj się, Hans.
[2] http://m.gloswielkopolski.pl/f/s3lyo/p3m2f/artykul.html?synd=50652
, sam zainteresowany podkreśla w innym wywiadzie, że sprawa była czystą kaczką
dziennikarską, która narobiła tylko wokół niego syfu. Zobacz tutaj: http://www.wykop.pl/ramka/990261/najnowszy-wywiad-z-hansem-52-debiec-luxtorpeda/
[4] tamże
hydroleksyografia
OdpowiedzUsuńHYDROLEKSYKOGRAFIA, jeśli już. Wyrażajmy się poprawnie, młodzieńcze :). Mi się ona podoba xD.
UsuńNapisał Pan bardzo dobry tekst z trafnymi spostrzeżeniami.
OdpowiedzUsuńJako suplement polecam albumy 52 - "Deep Hans" z 2008 roku oraz "T.R.I.P." z 2009 r. Hans już na tych płytach okazywał swoją dojrzałość w tekstach i branie odpowiedzialności za słowa.