wtorek, 27 sierpnia 2013

Wokół tolerancji lekkie zamieszanie... cz.3


a.       Homoseksualizm/ideologia gender, a tolerancja
Zacznijmy od aspektu  najbardziej drażliwego, dotyczącego relacji międzyludzkich, związków małżeńskich, związków partnerskich i uzurpowaniem sobie prawa do określenia „rodzina”. Jest to temat dość szeroki, ale spróbuję go w miarę streścić. Spróbuję…
Ideologia gender i homoseksualizm. Obydwu pojęć definiować i bliżej określać nie trzeba. Ogólny dostęp do informacji na ten temat jest bardzo duży i szeroki, tym bardziej, że od dłuższego czasu co niektórzy zdają się przekonywać, iż mieliśmy i mamy nadal do czynienia z tym na co dzień.
Posłużyłbym się tą myślą, jako pewnego rodzaju punktem wyjścia do osądu, jaki ostatnio podjąłem. Mianowicie.
„Nie od dziś wiadomo nam o homoseksualizmie i ideologii gender, dotyczącej płci społecznej” – tego typu zdania czasem słyszą, czytam w różnych wypowiedziach. To prawda – istniało to od zawsze, ale trwało gdzieś w cieniu, głośno się o tym nie mówiło, lecz istniała świadomość, że obok nas mogą byś sąsiedzi – homoseksualiści. Chciałoby się powiedzieć, że tak było lepiej. Żyło się normalnie.
„Kłopoty” zaczęły się od stopniowego ujawniania się ze swoją orientacją pewnych postaci, znanych w mediach, które na co dzień oglądaliśmy. Choćby niejaki pan Jacyków(dodam, że nie mam żadnych powodów, by gościa trawić, ale – o dziwo- nie odczuwam też takich, przez które pałałbym do niego sympatią). Te osoby, niczym pasterze swego ludu, pociągnęli za sobą resztę wybranych, których jest całkiem dużo. Nagle wyłonił się element zoofilii, pedofili, gejów, lesbijek, transseksualistów, którzy zaczęli żądać swojego miejsca między ludźmi, tolerancji i praw. Odtąd trwają marsze niepodległościowe szmat, wyżej wymienionych i innych kuromysłów(obserwacje i zasłyszenie o rozmaitych prowokacjach i nadużyciach zmuszają do odpowiedniego słownictwa)... Chwila, moment.
Skromna sugestia. Gdyby nie medialność wymienionych postaci, gdyby nie przekazywanie przez media coraz większej ilości informacji o ujawnianiu się nowych homoseksualnych „autorytetów”(dodawszy, że media nie są do końca szczere i lubią dodawać rzeczy wyssane z palca, a ludzka naiwność robi swoje),  gdyby nie wymysły co niektórych z nich, mające na celu podważenie podstawowych wartości(legalizacja związków, małżeństwa homoseksualne)…. Gdyby w ogóle nie mówiło się o homoseksualistach i nie dopuszczało się świadomości o istnieniu tej „choroby”[1], to by było wszystko w porządku.
Skąd rzekoma homofobia, skąd nienawiść, pogarda w tamtą stronę?
Sprawa jest teoretycznie złożona, ale wbrew temu pozorowi łatwo da się ją zrozumieć. A przynajmniej ja stanowczo uważam, że:
·         Często do mediów zaprasza się autorytety, są oni specjalistami w jakiejś dziedzinie. Autorytety, nieważne, z jakiego są środowiska, mają to do siebie, że ich wypowiedzi(czasem też wizerunki) budzą skrajne emocje i uruchamiają lawinę paradoksalnych zachowań, w których część odbiorców do słów się przychyla (a nawet przyjmuje postawę myślenia autorytetu), a część zachowuje powściągliwość lub przyjmuje postawę wrogą wobec takiej osoby. Bo w końcu czyjaś wypowiedź może naruszyć u kogoś uczucia i emocje, które dla osoby są pewną sferą sacrum, prawda? To czasem nie zależy od tego, który się wypowiada ani od odbiorcy – to się po prostu dzieje.
·         Rzecz kolejna. Homofobia to skrajność, której definicja jest nam znana. Dodałbym, że to pewnego rodzaju reakcja na przesyt medialnych informacji o wszystkim, co się dzieje wokół homoseksualistów. Nadmiar informacji może wywołać takie reakcje. Media serwują dawkę odurzających wiadomości o różnych dziwnych marszach(budując wokół nich własną fabułę), traktując to, jak jedną z centralnych informacji dnia. Jeszcze, gdy do tego marszu włączy się jakieś przeciwne ugrupowanie i zacznie prać wszystkich po pysku, to jest naprawdę atrakcyjnie. A środowiska homoseksualne i inne panoszą się, jak trzeba, wykorzystując to wszystko na swój użytek, np. poprzez walkę o takie same prawa(do rodziny, małżeństwa).... Odwraca się PRZEWAŻNIE tendencję i nietolerancję wciska się w usta i czyny nazwijmy to: heteroseksualnych(coś za dużo tu tego seksu). Ja np. nie cierpię pokazówki i prowokacji (pokaz czułości męskiej przed kamerami dziennika).
·         Dalej. „I wszystko byłoby dobrze, gdyby homosie siedzieli cicho i zostawili to dla siebie”. W ogromnym stopniu się do tego przychylam. Wszystko byłoby dobrze, gdyby te środowiska nie dopuszczały się nadużyć i prowokacji wobec normalnych rodzin w formie walki o prawa do małżeństwa i wychowywanie dziecka. Wiemy, kim jest surogatka… Dla takiej pary homoseksualnej ktoś taki jest jak znalazł.
Niestety, drodzy homo-  … Wierzyłbym, że zyskalibyście choć połowiczną tolerancję społeczeństwa, zdając sobie sprawę z ograniczeń, jakie są wam narzucone na tej wybranej drodze(wybranej i zaakceptowanej, kiedy nie ma żadnych środków, aby z niej wycofać). Nie muszę mówić, jakie to są ograniczenia i sfery, w które nie wolno wam się mieszać(prawo do pojęcia rodziny i małżeństwa). To po prostu nie jest dla was!!!!! Przecież każdy ma prawo, ale i absolutny zakaz! Przynajmniej każdy powinien zdawać sobie z tego sprawę…
·         Zapamiętam zdanie, którym koleżanka z wrocławskiej wspólnoty Ichtis skomentowała którąś z kolei paradę równości: „człowiek jest mimo wszystko człowiekiem i chcę go traktować z miłością, nawet, jeśli jest on innej orientacji”(paraf.). Niestety jestem jednostką i przez pryzmat tej miłości uczę się człowieka. I na tej kanwie sądzę, iż:
v  Kochać warto i tolerować człowieka innej orientacji.
v  Da się to jednak w pełni zrobić tylko wtedy, gdy my zachowujemy dystans do jego osoby i zachowania. Należy tu oddzielać sfery jego człowieczeństwa, które są nam bliskie od tych, które budzą wstręt i kierować się tymi dobrymi
v  Zobowiązani jesteśmy reagować w obronie swoich wartości i praw, gdy taki człowiek nam je narusza (szczególnie gdy się to tyczy rodziny). Jest to forma upomnienia braterskiego, która ściśle związana jest z miłością (tak, jestem przeżytkiem myślenia katolickiego, które już dawno wymiera, jak to ktoś stwierdził).
v  Trzeba uświadamiać mu minusy i złe aspekty wybranej przez niego drogi, jednocześnie nastawiając się na akceptację, gdy taki w stu procentach się upiera przy swoim. „Myśl sobie, co chcesz, ale jeszcze zobaczysz…”( dziadek Józef).
v  Myślę, że za jakiś czas przyjdą mi tu jeszcze jakieś przemyślenia.
Czasem sobie myślę, że los, tudzież Bóg, postawił ten czas walki z tym wszystkim, postawił ludzi innej orientacji, by człowiek zastanowił się nad sobą, swoją miłością, by go wystawić na próbę. Postawił to wszystko rodzinom, by wiedziały lepiej, jak wychowywać swoje dzieci, nie dopuszczać się nadużyć, błędów wychowawczych, patologii. Może to taki prztyczek w nos, by co niektórzy się opamiętali… Co nie zmienia faktu, że nie można dopuścić do wywrócenia pewnego porządku do góry nogami. Tolerować, ale nie wszystko. Akceptować, ale nie bezgranicznie. Niech nikt tu tego nie wymusza. To, co jest przywilejem jednych albo ich prawem, niestety zazwyczaj z różnych względów nie jest prawem innych. Będąc jednostką, organizmem wiem o tym dobrze i znam te granice. Może wypadałoby, żeby te środowiska też je poznały? Wtedy żyłoby się nieco lepiej… Tak sądzę.

CDN



[1] Niech już będzie - jestem „staroświecki”, to prawda, ale zawsze to będzie dla mnie choroba. Możliwe do zaakceptowania byłoby to tylko wtedy, gdyby nie byłoby już żadnego sposobu na odratowanie takiego człowieka. Trudna byłaby to akceptacja, ale możliwa do realizacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz