Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 kwietnia 2012

Dance Macabre

Dance macabre

 


Idę przez ciemną pustynię,
Która nigdy się nie skończy.
Głosy,
Które w głowie słyszę
Mówią:
„Niepotrzebny,
Łajdak,
Niszczyciel,
Niegodny serca mego”
Złamany,
Słowami, które gnębią duszę
Zagłębiam się w mrok,
Który bierze mnie w ramiona.
Mrok się uśmiechnął:
„Samotniku, ja twój brat,
Pójdź za mną,
Zatańcz.”
Niech swą twarz ukaże,
Niech wiem, z kim mam do czynienia,
Nim najdzie mnie chęć tańczenia.
Poczułem ręce zimne,
Tak zimne, jak lód.
Zajaśniała ciemna pustynia
Zapłonął ogień piekielny.
Na jego tle
Ja i Czerń.
Czarny Pielgrzym, Mrok Przepiękny.
Wirujemy razem w uniesieniu,
Cieszymy się sobą,
Choć chłód mą duszę przejmuje
Mrok oczarowuje,
Prowadzi,
Rytm nadaje,
W tańcu z nim nie ustaję.
„Kim jesteś?”
„Tyś kopany
Łajdak,
Niegodny serc,
Ja twym bratem być chcę.”
Głos jego przejmujący.
„Bądź mi ufający.
Chodź do mnie,
Tam nikt cię nie skrzywdzi.
Będziemy tańczyć wieki całe.
Serce twoje małe
Nie pojmie ogromu miłości mej,
Podążyć za mną chciej.
Śmierć miłuje każdego.”
„Twarz ukaż.
Niech twe oblicze
Stanie się jasne!”
Ogień piekielny płonie mocniej.
Głos wnętrza
Pozostawiony
Na pustyni mówi mi:
„Uciekaj, nie tak masz odejść!”
Ale nogi me sztywne,
Bezruch zupełny
I twarz bez oczu
I zębów przede mną.
„To ty?”
„Śmierć miłuje każdego,
Tańcz, baw się ze mną!”
Czuję, jak ona
Serce me wyjmuje,
By je w dłoni rozgnieść.
Czy zostać z nią na zawsze?
Czy tańczyć przez wieki?
Czego chcesz Śmierci ode mnie?
Wyciągnij teraz rękę, Panie z nieba.
Teraz tylko Ciebie tu trzeba.
Śmierć pozostaje
W ciemnej pustyni.
Płacze.
Czy wrócić mam?
Jeszcze cię, Śmierci spotkam.
Jeszcze zatańczymy.
Mam tu jeszcze coś do zrobienia.
Kosiarzu,
Śmierci, do zobaczenia.

 

 

(styczeń 2006)

 

Nota autora:

Utwór datuję na 2006 rok. Mówi się, że dla osiemnastolatków jest to silnie depresyjny czas- nie potrafię powiedzieć, z czego wynika. Nie potrafię też do końca wskazać konkretnej intencji, którą się kierowałem, pisząc ten utwór. Było ich troszkę... Zagubienie? Zniechęcenie do życia? Zawiedzione emocje? Brak cierpliwości w poszukiwaniu? A może wyłącznie chęć dobicia się, gdy tyle "nieistotnych spraw" pojawia się w momencie, gdy kończysz liceum i nie wiesz, co masz zrobić z tyłkiem...?  Nigdy nie byłem w stu procentach stabilny i nie myślałem trzeźwo... Ale jak mówi treść utworu- taniec ze śmiercią jest nieunikniony. 

Ale nie umrze szybko ten, kto postawi przed sobą do zrealizowania cel, jakikolwiek by on nie był. Nie umrze szybko ten, kto nie zrealizował wszystkich swoich marzeń. Patrząc się w treść po tych kilku latach stwierdzam jedno: wierzę jeszcze, że starczy mi sił, by w ciągu życia ten cel zrealizować, by czuć się w życiu naprawdę potrzebnym, kochanym, a przy tym nie być cynicznym i aroganckim łajdakiem, niszczącym inne serca. To jest trudne zadanie i czasem coś trzeba poświęcić, nieraz wypłakać kilkadziesiąt nocy z powodu straty(albo i więcej- zależy od człowieka)... Marzę przede wszystkim o jakiejś wewnętrznej harmonii, która zagwarantowałaby mi stabilność. Być może dzięki temu z większym zapałem ułożyłbym sobie resztę spraw.

Jeszcze tylko gdybym umiał, tak, jak w tym utworze (i w okresie, w którym go pisałem) krzyczeć wewnętrznym głosem "Wyciągnij teraz rękę, Panie z nieba", bo dziś, nie wiedzieć czemu zaprzestałem tego krzyku... 

Po spełnieniu tych warunków i być może jeszcze kilku innych, jakie się w międzyczasie pojawią będę mógł powiedzieć: "To by było na tyle... Czas na relaks... Kosiarzu, zapraszam do tańca...". 

 

poniedziałek, 19 marca 2012

Ars Moriendi

Ars moriendi

 

 

Odchodzi powoli,
Gaśnie
Pielgrzym, przyjaciel tych,
Którzy Boga są.
On tak, jak Emanuel
Poszukiwał,
Do końca miłował.
Wreszcie oni stanęli przy nim.
Wieczór nadszedł cichy,
Krzyczeli, płakali,
Ale nic tym nie wskórali.
Bo nie ma nic ponad wolę Boga.
Dzień przed Miłosierdziem
W wieczór sobotni
Pośród zniczy i pochodni
O godzinie wyznaczonej
Przemknęła cisza,
Nastała zaduma.
I znicz zapłonął jeszcze mocniej.
I znicz zapłonął jeszcze mocniej.
Nie asceta,
Nie król,
Nie rycerz
Ale człowiek od Boga posłany
Do Boga mieszkania wkroczył.
Choć o wszystkim wiedział
W miejscu nie siedział.
Chciał dać światu wiarę
I miłość ponad miarę.
Już ciężko chory
Do okna przystąpił
I błogosławieństwem lud uraczył.
Kazał czuwać i patrzeć na znaki,
Które sąd wróżą.
Rzekł, że to nastąpi
I on razem z Bogiem zstąpi.
I znicz zapłonie jeszcze mocniej,
Po trzykroć mocniej.



(wrzesień 2005)

Krótki opis:
Powstanie wiersza ulokowałem w okolicy września 2005 roku, choć prawdopodobne jest, że powstał troszkę wcześniej. Pewny jestem, że pomysł na niego zrodził się między śmiercią Jana Pawła II a odejściem do Pana mojej babci właśnie we wrześniu tamtego roku. Byłem wtedy w drugiej klasie liceum. W sumie to chyba było pierwsze takie trzeźwe doświadczenie śmierci, do której siłą rzeczy musiałem się przyzwyczaić(śmierć babci pociągnęła za sobą kilku innych członków mojej rodziny w stosunkowo krótkim czasie). Czasem sobie myślę, że te wydarzenia sprawiły, że doświadczenie śmierci jest mi bliższe nawet niż miłość. Trudno mi zmienić to postrzeganie. Może jestem zbyt wrażliwy- tego nie wiem. 
Choć w wierszu koncentruję się na wydarzeniach z tamtych dni, w których jeden jedyny raz widziałem tak zjednoczonych ludzi w naszym kraju, patrzących się tylko w jeden określony punkt, to łączę go z wydarzeniami w swoim życiu. Począwszy od śmierci babci. Ars moriendi to sztuka umierania. Śmierć jest po to, by zrodzić się na nowo - niezależnie ile razy. Scenariusz tych momentów pisze albo życie albo my sami...