poniedziałek, 19 marca 2012

Ars Moriendi

Ars moriendi

 

 

Odchodzi powoli,
Gaśnie
Pielgrzym, przyjaciel tych,
Którzy Boga są.
On tak, jak Emanuel
Poszukiwał,
Do końca miłował.
Wreszcie oni stanęli przy nim.
Wieczór nadszedł cichy,
Krzyczeli, płakali,
Ale nic tym nie wskórali.
Bo nie ma nic ponad wolę Boga.
Dzień przed Miłosierdziem
W wieczór sobotni
Pośród zniczy i pochodni
O godzinie wyznaczonej
Przemknęła cisza,
Nastała zaduma.
I znicz zapłonął jeszcze mocniej.
I znicz zapłonął jeszcze mocniej.
Nie asceta,
Nie król,
Nie rycerz
Ale człowiek od Boga posłany
Do Boga mieszkania wkroczył.
Choć o wszystkim wiedział
W miejscu nie siedział.
Chciał dać światu wiarę
I miłość ponad miarę.
Już ciężko chory
Do okna przystąpił
I błogosławieństwem lud uraczył.
Kazał czuwać i patrzeć na znaki,
Które sąd wróżą.
Rzekł, że to nastąpi
I on razem z Bogiem zstąpi.
I znicz zapłonie jeszcze mocniej,
Po trzykroć mocniej.



(wrzesień 2005)

Krótki opis:
Powstanie wiersza ulokowałem w okolicy września 2005 roku, choć prawdopodobne jest, że powstał troszkę wcześniej. Pewny jestem, że pomysł na niego zrodził się między śmiercią Jana Pawła II a odejściem do Pana mojej babci właśnie we wrześniu tamtego roku. Byłem wtedy w drugiej klasie liceum. W sumie to chyba było pierwsze takie trzeźwe doświadczenie śmierci, do której siłą rzeczy musiałem się przyzwyczaić(śmierć babci pociągnęła za sobą kilku innych członków mojej rodziny w stosunkowo krótkim czasie). Czasem sobie myślę, że te wydarzenia sprawiły, że doświadczenie śmierci jest mi bliższe nawet niż miłość. Trudno mi zmienić to postrzeganie. Może jestem zbyt wrażliwy- tego nie wiem. 
Choć w wierszu koncentruję się na wydarzeniach z tamtych dni, w których jeden jedyny raz widziałem tak zjednoczonych ludzi w naszym kraju, patrzących się tylko w jeden określony punkt, to łączę go z wydarzeniami w swoim życiu. Począwszy od śmierci babci. Ars moriendi to sztuka umierania. Śmierć jest po to, by zrodzić się na nowo - niezależnie ile razy. Scenariusz tych momentów pisze albo życie albo my sami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz