„W
białych wszyscy. Machajcie rękami, tak, żeby się wzbić w powietrze. Ale tak,
żeby się wzbić!(…) Widzieliście tych w białym. Żaden się nie wzbił. Czyli co?
Czyli aniołów wśród nas też nie ma.” – mawiał Jerzy Kryszak podczas
kabaretowego występu w Opolu bodaj w 2007 roku. Zdanie wypowiedziane jako
akcent satyryczny, ale gdyby człowiekowi zależało, to spokojnie mógłby się tu
rozmienić na drobne, między innymi w kontekście tematu, który tu chcę poruszyć.
„Nędza
księdza”, jako część tytułu może brzmieć nieco ironicznie, szczególnie, gdy
mówi się dzisiaj o tak powszechnej laicyzacji i, niestety towarzyszącym jej
grzeszności, materialnemu podejściu i opieszałości niektórych duchownych(w
świetle których oceniamy jak zawsze ogół- bo komu się chce szukać dobra z
nadzieją i cierpliwością). Natomiast druga część tytułu: „uszy duszy” brzmi
nieco dziwnie(może nawet jest to stwierdzenie osobiste, jak dla mnie). Chciałem
po prostu nadać jakąś metaforę sumieniu(nie tylko swojemu), wychowanemu na
podstawowych wartościach oraz wynoszącemu wiele z doświadczeń. Sumieniu, które
staje w konfrontacji z takim stanem rzeczy. Potraktowałbym więc ten tekst, jako
refleksję…
Naczelna
idea, która mną kieruje w chwili pisania tych słów, to stwierdzenie Benedykta XVI,
traktujące o grzechu w Kościele(z dużej litery oznaczam bliższą mi wspólnotę, a
z małej nie liczącą się dla mnie prawie wcale instytucję): „W Kościele jest
grzech”. My o tym doskonale wiemy, mamy tego świadomość(i nic nie robimy)… Dobra,
ale czy na pewno? Powiedziałbym więcej: grzech, zagubienie, zamęt, do których
tak ciężko się przyznać(ujma na honorze?). Ale Kościół to my wszyscy, ci którzy
wierzą w Boga. Ci, którzy nie wierzą, a stać ich na dobro to troszkę inna
„firma”(co nie oznacza, że mamy ich oddzielać od siebie). I jedni i drudzy są
ludźmi. „Tylko” albo „aż” ludźmi…
Pasterz
Kościoła- Chrystus jest obecny cały czas i o swojej obecności informuje nas
poprzez Słowo Boże, Eucharystię, miłość oraz kapłanów, których się dzisiaj z
reguły nienawidzi. Być może słusznie, bo jak się okazało- to też są tylko
ludzie… Tak, jakby wcześniej w każdym z nich(niezależnie od jego osobowości)
upatrywało się Boga. Jaki kapłan, taki Bóg? Nieprawda.
A
jednak w moim odczuciu wielu przez takie postrzeganie odwróciło się od Boga.
Swego czasu miałem zdanie, że kapłan jest reprezentantem Chrystusa na Ziemi. Reprezentantem. Wydźwięk może i trochę idealistyczny, ale nie poradzę, że
takie wtedy było moje stanowisko i wielu innych. Naturalną rzeczą jest podważenie
tego idealizmu, kiedy spotykamy się z osobą kapłana pedofila, dwulicowca,
materialisty, przesadnie ambitnego… „Mam dość! Tu nie ma Boga, w takim Kościele
nie chcę żyć”… Zatem opuszczam Kościół i opuszczam Boga, to wszystko zawiodło
moje oczekiwania…
Bo
zamiast sandałów jest do dyspozycji rażący oczy mercedes z szoferem(przecież
sam mogę się nauczyć kierować autem! I to dużo skromniejszym). Bo zamiast
skromności i prostoty budowli jest przepych i kombinatorstwo… Bo zamiast Słowa
Bożego czasem mamy delikatne podteksty, uderzające w politykę. Nie jest tak? Bo
zamiast godnego reprezentanta mamy gościa, któremu „się zdarzyło” molestować
paru ministrantów. Z kapłana, reprezentanta Chrystusa na Ziemi stałem się
człowiekiem, ale w bardziej gorzkim sensie- kierują mną popędy, cele, pociągi i
ambicje, zamiast wartości. „Nie o taki Kościół żeśma walczyly”- pozwolę sobie
na ironiczną parafrazę.
„Przepraszam
za kapłanów”- usłyszałem kiedyś po spowiedzi u znajomego kapucyna(dzielę się tu
jednocześnie tym, że środowisko zakonne jest mi dużo bliższe, niż zwykły
diecezjalny kler). Resztę mogłem sobie dopisać sam… Przepraszam za tych
wszystkich, którzy są teraz… Tak jakby we wcześniejszych latach ich podejście
było inne. I tu kolejna moja obserwacja(do zweryfikowania z kimś spokojnym,
nie-radykalnym, nie-krytykującym): schyłek komuny i czas Jana Pawła II to był
wg. mnie okres tzw. „właściwych ludzi na właściwym miejscu”. Nie słyszało się tak
nagminnie o przypadkach rażących(chociaż się już chyba przyzwyczailiśmy) nas na
co dzień. Poza tym ludzie odczuwając ucisk szli do kościoła z nadzieją i tą
nadzieję otrzymywali. Wydaje mi się, że Kościół(jako wspólnota i instytucja)
wespół z ludźmi miał wtedy o co walczyć- o wolność, czyniąc to jednak z pokorą.
Zdobyte. Zatem czas osiąść na laurach? Wydaje mi się, że nie.
A
może teraz też toczy się walka kościoła o wolność? Dodam, że moje pytanie
oznacza osobistą wątpliwość… Nie krytykuj tego, kto wątpi, tylko pomóż mu
znaleźć odpowiedź.
Nędza
księdza nie polega tu biedzie, cierpieniu, życiu w ubóstwie itp. Ile ludzi,
tyle zachowań i sposobów życia. Chwała tym, którzy znają granice i zachowują
skromność, postawę, nie są sztuczni, dwulicowi ani specjalnie wymagający od
innych. Chwała tym, którzy proponują i zapraszają, a nie zmuszają do
czegokolwiek. Chwała tym, którzy są świadectwem. A reszta niech uważa-
anty-świadectwa tak łatwo jest wyłapać i nic się nie ukryje. „Na kolana padam
tylko przed Bogiem, więc nie licz, że klęknę na glebę przed tobą(Przemysław
„Hans” Frencel)”.
Nędzarzami
wśród kapłanów są zatem ci, którzy reprezentują takie anty-świadectwa: ponad
wartości honorują dobre życie, są sztuczni, pogubieni, prowadzą wystawne życie,
dopuszczają się wielu innych czynów, nie mających granic, którzy na tle
wymienionych zatracili człowieczeństwo.
Powtórzę
jeszcze raz cytowane dużo wcześniej słowa Benedykta XVI: „W Kościele jest
grzech”.
A
teraz coś dla tych radykałów, którzy za to, co napisałem wyżej gotowi mnie
postawić pod mur i zlinczować przed odstrzałem.
Nie
jest nowiną, że my też nie jesteśmy aniołami! Mówi się o tym wielokrotnie, ale
czy to dociera? Z mojej obserwacji wynika, że częściowo… Wniosek z tego, że
uszom naszych sumień przyda się wizyta u laryngologa!
Człowiek,
który bardziej walczy o sprawy wyższe, niż doczesne jest rzadkością, a wiadomo,
że rzadkie gatunki wymierają, jeśli nie pomoże im się przeżyć. Mamy pretensje
dzisiaj do kleru, że bardziej kłóci się o Fundusz Kościelny niż o Słowo Boże,
czyniąc tu rozmaite przykrywki. A ja się pytam o nas- zwykłych, nie przynależących
do stanu duchownego. Jacy my jesteśmy? Albo, że pedofilia na potęgę, spojrzenie
tylko na pieniądz, zero poszanowania dla człowieka i wiele innych… A jacy my
jesteśmy, pytam po raz kolejny? Czy mam przypomnieć sytuację z ewangelii,
dotyczącą jawnogrzesznicy??? „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci
kamieniem”(J 8.7).
Po
pierwsze, nim zaczniemy oceniać i zwracać uwagę na bolesne minusy środowiska,
które ma nas prowadzić do Boga, to popatrzmy na siebie. Zamiast zrażać się na
punkcie pojedynczych przypadków cieszmy się, bo to są lustra naszych
postępowań. Dzięki nim powinniśmy wiedzieć, co robić, by nie postępować podobnie. Po
drugie: szukajmy! Jest tendencja, by odsuwać się od tego świata, bo „w mojej
parafii dzieje się takie coś, co mi się nie podoba”(niestety ja też tak
uważam). Jedna jest tylko parafia? Pięciu jest tylko księży(dedykuję te pytania
także sobie)? Mamy prawo do poszukiwań- wykorzystajmy je. Jeśli jedno
środowisko drażni ruszajmy w drogę z nadzieją, że gdzieś tam indziej jest chociaż jeden
człowiek, który nie tyle odpowiada naszym wymaganiom, co emanuje z siebie ten właśnie rodzaj dobrej energii, który w dalszym etapie wskazuje na Boga.
Bynajmniej ja w coś takiego wierzę. Po trzecie: sami bądźmy świadectwem. Mając
wyżej wspomniane przeze mnie lustro postępowań powinniśmy wiedzieć, jacy sami
mamy być. I to nie jest kwestia wyboru, ale pewnych zasad i granic,
obowiązujących każdego, nawet starającego się o wolność. Owe zasady i granice,
istniejące od dawien dawna określają człowieczeństwo, a przekraczając je
stajemy się innym gatunkiem. Spróbuję to może kiedyś bardziej doprecyzować,
tudzież ukształtować, bo pełno tu jeszcze niejasności ;) ). Po
czwarte(dotyczące wszystkich): przyznajmy się, jakiego narobiliśmy bałaganu. Przyznajmy się do siebie i do swych słabości.
Niech
odezwą się nożyce i zacznie się krytyka, że Szaman postradał zmysły albo
próbuje pokazać, że jest nie wiadomo kim. A prawda jest taka, że Szaman dzieli
się przemyśleniami, które kształtują się od lat i kształtują nadal. Szaman próbuje
zaproponować pewien ratunek zarówno sobie jak i tym, którzy spojrzą na te słowa
i coś sobie uświadomią albo przypomną. Szaman próbuje przypomnieć ewangelię,
której się nie wykorzystuje do różnych, sobie właściwych celów, a która ma
określać(a dla bardziej wymagających: chociaż przyczynić się do określenia) nas
samych.
Nie
sądzę, by z mojej strony był sens przedstawiania osobistego świadectwa, bowiem
to można minimum po części wyczytać z tekstu. Podobnie nie widzę potrzeby
przedstawiania mojego ideału kapłana, choć szczerze- chciałbym to zrobić.
Wstrzymam się jednak i zachowam to dla siebie.
Zakończę
krótko: warto się pomodlić za kapłanów diecezjalnych, by z nędzarzy stali się „bogaci”
w prawdziwe i ludzkie wartości, nacechowane też słowami Jezusa oraz za nas
byśmy uczynili podobnie. W końcu nie tylko nędza jest księdza i nie tylko do
laryngologa uszy naszej duszy…
"Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata." MT 7,5
OdpowiedzUsuń"Nie ma złych kapłanów, są tylko tacy, za których wierni za mało sie modlą" Jan Maria Vianey
To dobra wypowiedz. Dająca wiare w znalezienie lepszego srodowiska. Masz racje, nie powinno sie pochopnie oceniac po jednej parafii. Podziwiam Cie za energie i odwage do pisania takich wypowiedzi : )
OdpowiedzUsuń