niedziela, 29 kwietnia 2012

„Zniewoleni przez wolność” – czyli dobrze jest mieć „granice” wolności

Jakiś czas temu w ramach dygresji nasunąłem myśl o granicach wolności, o tym, że nawet w wolności powinniśmy się kierować zasadami i granicami. Bowiem przekraczając je lub zapominając o nich gubimy się i zapominamy, kim jesteśmy. Trudnym zadaniem byłoby rozszerzenie tego tematu zważywszy na to, że na wolność każdy ma inne spojrzenie i dla każdego jest ona sacrum bez granic. Tak długo na nią czekał jeden z drugim. Teraz można wszystko! Serio?
Zamiast rozszerzać ta kwestię i przedstawiać jakieś ścisłe spojrzenie, którego należy się trzymać, spróbuję, tak jak zwykle- podjąć się refleksji.
Wolność to brak przymusu, sytuacja, w której można dokonywać wyborów spośród wszystkich dostępnych opcji [1]. Postawmy obok tego spaczone pojęcie wolności, jako swobody robienia wszystkiego, na co ma się ochotę, określanej przez niedobry kościół krócej: jako swawolę [2]. Pojęcie wolności jest cholernie trudne. Jest co prawda jakaś ogólna definicja(wyjęta wprawdzie z wikipedii), ale dochodzi tu jeszcze wiele spojrzeń: filozofii, teologii, zwolenników Kartezjusza, Platona, Kanta, egzystencjalizmu i wielu innych. A gdy dodamy jeszcze do tego spojrzenie bądź definicję każdego z nas, to nie dość, że ubogacimy dotychczasowe spojrzenia w nowe słowa, to (niekiedy) doprowadzimy do tego, że zrobi się ogromny misz- masz w podejściu i rozumowaniu. A to tylko dlatego, że każdy z nas trzyma się swojego schematu, który jest częścią osobowości i ani myśli z niego zrezygnować, nawet, jeśli trwa w błędzie – jest w końcu wolnym człowiekiem, tak wybrał i zdecydował. Chwała tym, którzy się budzą…
Czasem też jest tak, że próbując być nowatorscy w określeniu wolności okazuje się, że przylegamy niechcący do jednego z przedstawionych stanowisk zaraz pod definicją wolności, ukazaną na wikipedii. Nie umiem powiedzieć, czy to dobrze, czy źle, ale czy to jest tak ważne?
Ważne jest, by nie być „zniewolonym przez wolność”! Tak! W wolności można się zdrowo pogubić i w kolejnym etapie trafić do więzienia, z którego nie ma ucieczki! Ale przecież my o tym dobrze wiemy i oczywiście, jak zawsze „nie ma problema, wszystko pod kontrolą, ziom”. Oj, wątpię, ziom…
Napisałem w jednym ze swoich wierszy pt: My ten wers: „zniewoleni przez wolność”. Nie jest on nowatorski, jest cholernie prosty w swej wymowie i wciąż aktualny, a jednak dam sobie głowę uciąć, że ci, którzy kiedykolwiek będą czytać te słowa postarają się zapomnieć o nich jak najszybciej. Liczę na złośliwość innych, którzy będą o nich cały czas przypominać.
„Zniewolenie przez wolność” określiłbym jako brak dojrzałości społeczeństwa i jednostek, które po wyzwoleniu w 1989 roku zaczęły łapać, chwytać garściami co im się rzewnie podoba. Jak się potem okazało wiele z tych rzeczy to są kompletne śmieci albo coś, co sprawia, że się zatracamy i w końcu giniemy. W tej wolności poznaliśmy smak wszystkiego, co zaoferowało nam środowisko Zachodu, z którego czerpiemy silny wzorzec. A ja się pytam o metaforyczne sito, które rozumieć można jako umiejętność przesiewu nagarnianych rzeczy, co by dzięki niemu wycedzić to, co wyniszcza człowieczeństwo i życie. Sięgamy po „wszechmoc”, oferowaną nam przez środowisko bardziej rozwinięte… Ale czy nie robimy tego troszkę za wcześnie? A może lepiej by było, gdybyśmy w ogóle tego nie robili?
Myślę tu o aborcji, homoseksualizmie, eutanazji, używkach, epatowaniu seksem w muzyce, sztucznym zapłodnieniu i wielu innych(zaznaczam, że co do niektórych jeszcze nie mam uformowanego ostatecznego, osobistego stanowiska). No ale mamy czas wolności. To wszystko widzą dzieci, które potem w ramach wolności czerpią wzorce z tych postaw: małe dziewczynki zaczynają ubierać się wyzywająco, potem w wieku gimnazjalnym bawią się w „słoneczko”(powinniśmy wiedzieć, o co chodzi!), czego następstwem są aborcje. Tak! To tylko jeden mało znaczący przykład, nie wyjęty z czarnej dziury, ale będący interpretacją owego zniewolenia w moim wierszu przez koleżankę. Można by tu mówić i mówić i wyłaniać wiele innych podobnych, ale za mało jest na to miejsca.
Jest zatem wolność i pozorna wolność, która sprowadza się tak naprawdę do niewoli.  Są sprawy mylone z wolnością, a które są przypadłościami potrafiącymi wpędzić człowieka w zgubę[3]. Zgodnie z pewnymi zasadami i wartościami powinniśmy umieć sami się tu określić. Powinniśmy posiąść umiejętność powiedzenia sobie w pewnym momencie „stop – za daleko się zapędzam”. Konia z rzędem temu, kto znajdzie mi kogoś z taką umiejętnością.
Mam na karku 25 lat, a mówię o rzeczach, o których przysługuje mówić znienawidzonym radykałom, biskupom, rodzicom albo babciom(nie mylić z „moherami”!). Korzystam z prawa do wolności i wcale nie czuję zniewolenia. Moja wolność, to poczucie harmonii, spokoju i walka o własne szczęście(dzisiaj zauważyłem, że w tym poczuciu ocieram się trochę o myślenie buddyjskie). Wierze, że nie popadnę w wymienione tu oraz inne pozory wolności, czy zniewolenia- szczególnie przez moje własne demony wcześniejszych lat, natury, osobowości, rzeczy, które sprawiały, że nie potrafiłem się podnieść samodzielnie…
Nie szukaj tutaj tezy oraz jej potwierdzenia na końcu. Po prostu przeczytaj i pomyśl…
Poniżej wiersz, o którym wspominałem w tekście:

My…

My…
Pomieszane języki
Rozmaite intencje…
Orzeł kiwa głową
A Bogurodzica płacze…

My…
Zniewoleni przez wolność
Niegdyś dla niej ginęliśmy
A teraz żal…
Szczęśliwi są głupcy
Albo szaleńcy…

My…
Szlachta, walcząca o honor,
Gdy się jej zachce…
Podnosimy bunt,
Gdy matka lizaka chce zabrać…

My…
Egoiści…
Łapserdaki i kanciarze…
Ufność ma problem
Z dostosowaniem się do nas…

My…
Patrioci i faszyści
Zdrajcy i wybawcy
Wymieszani, jak nikt…

My…
Polski naród…
(napisany w styczniu 2012 roku)

1 komentarz:

  1. Ważne jest, by nie być „zniewolonym przez wolność” potęga !!!

    OdpowiedzUsuń