poniedziałek, 14 maja 2012

Motylki w brzuszkach

Nie jest to chyba jakoś specjalnie ambitne z mojej strony, że skłaniam się ku tej kwestii. Ale chyba warto podzielić się pewnymi rozróżnieniami w życiu, których dokonałem i dokonuję nadal.
O motylkach usłyszałem na powrót od przyjaciółki(całkiem niedawno), choć wcześniej już znałem to pojęcie. Skłoniła mnie ona jednak do tego, bym sobie to hasło na powrót przyswoił, co nie zmienia faktu, że uniesień miłosnych już nigdy nie będzie. Dziś przejawia się to w innej postaci- bardziej rozważnej i spokojnej.
Myśląc o wspomnianych motylkach przyszło mi jeszcze jedno do głowy, mianowicie poruszyć cienką granicę między damsko- męską przyjaźnią a miłością. Pozwolę sobie też oznajmić to, że ja osobiście, obserwując ludzi mam świadomość, że pogubiłem się kompletnie. Zachowania ludzkie dają mi do zrozumienia, że tych granic, jak dla mnie, NIE MA. Wszystko się pozacierało. Nie wiem, gdzie są przyjaciele, a gdzie partnerzy. Kiedyś podobno te granice były bardziej przejrzyste. Ale w dobie naszej wolności…
Może zamiast na siłę próbować to zrozumieć, powinienem po prostu żyć i nie zwracać na to uwagi? No ale, jak już zwróciłem… xD. Znaczy się - uwagę.
Wracając do tematu… Motyle w brzuchu – nieprzyjemne, gdyby miały się one tam znaleźć naprawdę, szczególnie paź królowej, ale przecież jest to tylko metaforyczne określenie pewnego uczucia. Gdybym miał streścić się w kilku słowach, to wymieniłbym zauroczenie, podniecenie, skrępowanie w towarzystwie jakiejś osoby i nieustanne myślenie o niej, trema przed spotkaniem z nią. Na pewno znajdą się jakieś inne.
Sporo na ten temat wiedzą… ludzie! „Ciepło w brzuchu”, „niedobrze, dziwne uczucie w brzuchu”, „jakby Cię coś gilgotało”, „lekkość w brzuchu, podgrzane ciało”, czy nawet skojarzenie z „motylicą wątrobową”[1]. Nawet i tego nie można wykluczyć. Poza wymienioną motylicą pozostałe określenia, jak wywnioskowałem, pochodzą najczęściej od (niestety albo raczej stety) dzieci lub młodszej młodzieży. Zatem utwierdza to tylko moje stanowisko wobec tego, że ta metafora jest raczej dziecinna.
Jednak nie wyrzekam się tego, że w latach gimnazjalnych owe motylki czułem. Nie potrafię jednak powiedzieć, do którego z podanych określeń było mi najbliżej… Może do tego ciepła w brzuchu, ale na pewno prócz tego występowały też stres, napięcie… Bez większych przerw przez kilka lat, nim zacząłem stopniowo nabierać innego podejścia do sprawy. Zastanawiam się dziś, czy ten stres i napięcie były tak duże, że nie mogłem się przełamać do jakiegoś większego luzu, który czuję dziś w towarzystwie damy. Mijający czas nie udzielił mi odpowiedzi. Po prostu coś innego musiało przyjść, pomimo, że nieco za późno…
Nie wyrzekam się swoich motylków, które miałem, gdy było do czynienia z obiektami mojego zainteresowania, począwszy od gimnazjum, skończywszy na drugim bodaj roku studiów. W moim mniemaniu to był czas, gdy owe motylki sprawowały nade mną kontrolę, a potem stopniowo ja zacząłem je tresować i oswajać. Doszedłem do wniosku, że czasem takie uczucia, nie poddawane myślom, rozumowi i niekontrolowane zaprowadzają na manowce kompletnie. Nie tylko ja tego doświadczyłem.
Wyjątkowe są sytuacje, w których człowiek dłużej boryka się ze sobą, czy się zaangażować bardziej, następnie do akcji wchodzą „motylki” razem z innym zwierzyńcem, a koniec tak czy inaczej bolesny. „Zostańmy przyjaciółmi”, bo… Ostatni gwóźdź do grobowej deski, prawda? Ja osobiście już będę się starał zwalać na kaprys losu w tej kwestii, zamiast na moją czy czyjąś winę, choć wcale nie oznacza to, że powrót do normalnych kontaktów będzie łatwy…
Chciałoby się powiedzieć: „załóż swoim motylkom kaganiec”. Zniewalać uczucia? Nie. Wychować je, tak jak wychowuje się małe, niesforne dzieci, za których wybryki się odpowiada. Uczucia są jak dzieci- muszą dojrzeć. Do ich wychowania potrzebny jest właśnie rozum. Myślę, że najlepszy związek jest wtedy, gdy istnieje rozsądne wyważenie między uczuciami a rozumem. Tu się nie da kłaść nacisku na jedno, czy drugie, tylko na oba czynniki po równo. Ktoś mi w tym momencie powie, że kobiety są trudne i trzeba je tylko kochać, zamiast zrozumieć. Może i prawda, ale DAJ MI, KOBIETO DO CHOLERY CIĘ  ZROZUMIEĆ, BYM CIĘ POKOCHAŁ(dedykowane m.in. radykalnym feministkom).
W tych pozornie bezsensownych rozważaniach trafiłem na pewien artykuł, który z czystym sumieniem i na trzeźwo polecę[2]. Nie podzielam oczywiście pewnych opinii, dotyczących na przykład przyjaźni damsko- męskiej, bo prędzej, czy później… Zresztą tam też jest to ujęte. Nie widzę tylko i wyłącznie przyjaźni między Keanu a Angeliną, gdyby miało kiedyś przyjść co do czego. Wiem natomiast, że za cienką granicą przyjaźni kryje się coś lepszego, ale, jak już wspomniałem- nawet i do tego trzeba dojrzeć albo powiedzieć sobie po przemyśleniu i utwierdzeniu się, że tu kończy się droga. Wiedz, czego chcesz, a nie plącz się. Masz dużo czasu. Nikt Cię nie popędza(pewien rodzaj pośpiechu bardzo mnie drażni).
Podobnie, jak do małżeństwa - też jest tu jakieś przygotowanie. Wszyscy z byle gównianych pogódek rzucają się na bycie razem, bo np. jest tak fajnie... Wolniej! Każdy z etapów stawia jakieś wymagania – dobrze by było, gdyby miały one cały czas odwieczną kolejność, a nie taką, jaką każdy z nas sobie sam ustala. Koleżeństwo -> Przyjaźń-> Miłość(zakończenie na dowolnym etapie, ale bez tendencji zwrotnych). Taką kolejność znam. Co do tych, którzy przeciwni temu schematowi: wolnoć Tomku.
Ryzyko jest wszędzie. Miłość nie wystąpi tak ot- wg. mnie zawsze są jej jakieś powody(przynajmniej ja nie wierzę w miłość nagłą i od pierwszego wejrzenia – choćby się waliło i paliło, nie uwierzę). Może to być dobroć tej drugiej osoby, wartości, jej(lub jego) troska, waleczność, chęci i wiele innych(jeśli za to można być przyjacielem, to także za to samo można kochać). Wymieniam wartości mi bliskie. 
Racja, że trzeba się zastanowić przed przekroczeniem tej cienkiej granicy. DOBRZE ZASTANOWIĆ. Jeśli chcemy razem trwać, dobrze byłoby się zgrać.
Pomoc do takiego zastanowienia podałem powyżej.
Bo w końcu z czego ma być fundament „dwojga”: z motylków, czy z trwalszego budulca (np. ufności)? Pomyśl o tym.

1 komentarz:

  1. Bardzo dobry wpis! Polecam wszystkim! Nad uczuciami trzeba sie zastanowic, wolniej ! :)

    OdpowiedzUsuń