Nie jest to chyba jakoś specjalnie ambitne z
mojej strony, że skłaniam się ku tej kwestii. Ale chyba warto podzielić się
pewnymi rozróżnieniami w życiu, których dokonałem i dokonuję nadal.
O motylkach usłyszałem na powrót od przyjaciółki(całkiem
niedawno), choć wcześniej już znałem to pojęcie. Skłoniła mnie ona jednak do
tego, bym sobie to hasło na powrót przyswoił, co nie zmienia faktu, że uniesień
miłosnych już nigdy nie będzie. Dziś przejawia się to w innej postaci- bardziej
rozważnej i spokojnej.
Myśląc o wspomnianych motylkach przyszło mi
jeszcze jedno do głowy, mianowicie poruszyć cienką granicę między damsko- męską
przyjaźnią a miłością. Pozwolę sobie też oznajmić to, że ja osobiście,
obserwując ludzi mam świadomość, że pogubiłem się kompletnie. Zachowania
ludzkie dają mi do zrozumienia, że tych granic, jak dla mnie, NIE MA. Wszystko się
pozacierało. Nie wiem, gdzie są przyjaciele, a gdzie partnerzy. Kiedyś podobno
te granice były bardziej przejrzyste. Ale w dobie naszej wolności…
Może zamiast na siłę próbować to zrozumieć,
powinienem po prostu żyć i nie zwracać na to uwagi? No ale, jak już zwróciłem…
xD. Znaczy się - uwagę.
Wracając do tematu… Motyle w brzuchu –
nieprzyjemne, gdyby miały się one tam znaleźć naprawdę, szczególnie paź
królowej, ale przecież jest to tylko metaforyczne określenie pewnego uczucia.
Gdybym miał streścić się w kilku słowach, to wymieniłbym zauroczenie,
podniecenie, skrępowanie w towarzystwie jakiejś osoby i nieustanne myślenie o
niej, trema przed spotkaniem z nią. Na pewno znajdą się jakieś inne.
Sporo na ten temat wiedzą… ludzie! „Ciepło w
brzuchu”, „niedobrze, dziwne uczucie w brzuchu”, „jakby Cię coś gilgotało”, „lekkość
w brzuchu, podgrzane ciało”, czy nawet skojarzenie z „motylicą wątrobową”[1]. Nawet
i tego nie można wykluczyć. Poza wymienioną motylicą pozostałe określenia, jak
wywnioskowałem, pochodzą najczęściej od (niestety albo raczej stety) dzieci lub
młodszej młodzieży. Zatem utwierdza to tylko moje stanowisko wobec tego, że ta
metafora jest raczej dziecinna.
Jednak nie wyrzekam się tego, że w latach
gimnazjalnych owe motylki czułem. Nie potrafię jednak powiedzieć, do którego z
podanych określeń było mi najbliżej… Może do tego ciepła w brzuchu, ale na
pewno prócz tego występowały też stres, napięcie… Bez większych przerw przez
kilka lat, nim zacząłem stopniowo nabierać innego podejścia do sprawy. Zastanawiam
się dziś, czy ten stres i napięcie były tak duże, że nie mogłem się przełamać
do jakiegoś większego luzu, który czuję dziś w towarzystwie damy. Mijający czas
nie udzielił mi odpowiedzi. Po prostu coś innego musiało przyjść, pomimo, że
nieco za późno…
Nie wyrzekam się swoich motylków, które miałem,
gdy było do czynienia z obiektami mojego zainteresowania, począwszy od
gimnazjum, skończywszy na drugim bodaj roku studiów. W moim mniemaniu to był
czas, gdy owe motylki sprawowały nade mną kontrolę, a potem stopniowo ja
zacząłem je tresować i oswajać. Doszedłem do wniosku, że czasem takie uczucia,
nie poddawane myślom, rozumowi i niekontrolowane zaprowadzają na manowce
kompletnie. Nie tylko ja tego doświadczyłem.
Wyjątkowe są sytuacje, w których człowiek dłużej
boryka się ze sobą, czy się zaangażować bardziej, następnie do akcji wchodzą „motylki”
razem z innym zwierzyńcem, a koniec tak czy inaczej bolesny. „Zostańmy
przyjaciółmi”, bo… Ostatni gwóźdź do grobowej deski, prawda? Ja osobiście już będę
się starał zwalać na kaprys losu w tej kwestii, zamiast na moją czy czyjąś winę,
choć wcale nie oznacza to, że powrót do normalnych kontaktów będzie łatwy…
Chciałoby się powiedzieć: „załóż swoim motylkom
kaganiec”. Zniewalać uczucia? Nie. Wychować
je, tak jak wychowuje się małe, niesforne dzieci, za których wybryki się
odpowiada. Uczucia są jak dzieci-
muszą dojrzeć. Do ich wychowania potrzebny jest właśnie rozum. Myślę, że
najlepszy związek jest wtedy, gdy istnieje rozsądne wyważenie między uczuciami
a rozumem. Tu się nie da kłaść nacisku na jedno, czy drugie, tylko na oba
czynniki po równo. Ktoś mi w tym momencie powie, że kobiety są trudne i trzeba
je tylko kochać, zamiast zrozumieć. Może i prawda, ale DAJ MI, KOBIETO DO
CHOLERY CIĘ ZROZUMIEĆ, BYM CIĘ POKOCHAŁ(dedykowane
m.in. radykalnym feministkom).
W tych pozornie bezsensownych rozważaniach
trafiłem na pewien artykuł, który z czystym sumieniem i na trzeźwo polecę[2]. Nie
podzielam oczywiście pewnych opinii, dotyczących na przykład przyjaźni damsko-
męskiej, bo prędzej, czy później… Zresztą tam też jest to ujęte. Nie widzę
tylko i wyłącznie przyjaźni między Keanu a Angeliną, gdyby miało kiedyś przyjść
co do czego. Wiem natomiast, że za cienką granicą przyjaźni kryje się coś
lepszego, ale, jak już wspomniałem- nawet i do tego trzeba dojrzeć albo
powiedzieć sobie po przemyśleniu i utwierdzeniu się, że tu kończy się droga. Wiedz, czego chcesz, a nie plącz się. Masz dużo czasu. Nikt Cię nie popędza(pewien rodzaj pośpiechu bardzo mnie drażni).
Podobnie, jak do małżeństwa - też jest tu jakieś przygotowanie. Wszyscy z byle gównianych pogódek rzucają się na bycie razem, bo np. jest tak fajnie... Wolniej! Każdy z
etapów stawia jakieś wymagania – dobrze by było, gdyby miały one cały czas
odwieczną kolejność, a nie taką, jaką każdy z nas sobie sam ustala. Koleżeństwo -> Przyjaźń-> Miłość(zakończenie na dowolnym etapie, ale bez tendencji zwrotnych). Taką kolejność znam. Co do tych, którzy przeciwni temu schematowi: wolnoć
Tomku.
Ryzyko jest wszędzie. Miłość nie wystąpi tak
ot- wg. mnie zawsze są jej jakieś powody(przynajmniej ja nie wierzę w miłość nagłą i od
pierwszego wejrzenia – choćby się waliło i paliło, nie uwierzę). Może to być
dobroć tej drugiej osoby, wartości, jej(lub jego) troska, waleczność, chęci i wiele innych(jeśli za to można być przyjacielem, to także za to samo można kochać). Wymieniam wartości mi bliskie.
Racja, że trzeba się
zastanowić przed przekroczeniem tej cienkiej granicy. DOBRZE ZASTANOWIĆ. Jeśli chcemy razem trwać, dobrze byłoby się zgrać.
Pomoc do takiego zastanowienia podałem powyżej.
Pomoc do takiego zastanowienia podałem powyżej.
Bo w końcu z czego ma być fundament „dwojga”: z
motylków, czy z trwalszego budulca (np. ufności)? Pomyśl o tym.
Bardzo dobry wpis! Polecam wszystkim! Nad uczuciami trzeba sie zastanowic, wolniej ! :)
OdpowiedzUsuń