Z jednej strony postawmy rząd
miłościwie panującej Platformy (tfu!) Obywatelskiej, z drugiej miłościwie
klękający, choć niekoniecznie- Episkopat. Jeszcze nigdy nie widziałem tak zaciętej
walki ze strony tych drugich. Podejrzewam, że o ewangelię nie ma takiej
walki(choć nie wykluczone, że w obserwacji tego ostatniego, chorego podejścia
mogę się mylić). Chłopaki w piuskach musieli dobrze trenować taekwondo, a ci w
marynarkach (tfu!) odporność na hemoroidy. Zaczyna to już być dla mnie irytujące,
zarówno w wykonaniu jednej i drugiej strony…
Pomiędzy ryjącymi mózg tematami
naszych ostatnich tygodni często przewinie się temat niedobrego kościoła i jego
reakcji na odebranie funduszu (ze swej strony dodam, że władzy łatwiej jest
oszczędzać, kiedy zgodnie z prawem włoży rękę do cudzej kieszeni, nigdy do
swojej; tyle, co nakradli przez te lata… Kieszonkowcy cholera jasna?). Mnie
osobiście szarpnęły nieco nerwy, gdy teraz przeczytałem coś takiego [1].
Przegięcie i trucie wątroby to mało powiedziane. Chęć wywołania kolejnych fal
obraźliwych tekstów w stronę chłopaków w piuskach to mało powiedziane. Odezwa
tych drugich. Wzajemne przepychanki. STOP KUR… [2] !!
Nie nazwałbym elastycznością
postępowania Episkopatu, który głosi ewangelię, a za chwilę udaje się na
rozmowy o emerytury, ubezpieczenia i jakieś inne profity. Rozmawiałem ostatnio
z Panem Bogiem. Stwierdził, że jest cholernie zazdrosny o taki stan rzeczy u
duchownych. Bo komu w końcu mieli służyć? Bogu, czy mamonie?
Władza… Kłamliwa i oszukańcza, ale nic na to nie
poradzisz w pojedynkę. O nich też Pan Bóg wyraził swoje zdanie – raczej
niepochlebne.
Ale Chłop dał mi do myślenia…
Można powiedzieć, że na kościoły diecezjalne i
Episkopat nie ma już co liczyć. Ludzie potrzebują nadziei, ale nie da się jej
przekazywać w taki sposób. Doskonale
rozumiem uregulowanie należności i walkę o to, by państwo nie sięgało do
kieszeni zwykłego podatnika, tudzież kapłana. Ale… Czy tylko ja mam wrażenie,
że Chrystus kiwa głową z politowaniem i niedowierzaniem co do jednych i
drugich? Idziemy z duchem ewolucji:
pieniądz wypiera ewangelię, jak homo sapiens pana neandertalczyka(czy jakoś
tak).
A może to czas by sprawdzić, czy zwykły „szarak”:
jest coś w stanie z siebie wykrzesać w kwestii już nie tyle głoszenia
ewangelii, ale szerzenia na powrót właściwych wartości. Nie będzie to
oświeceniem, gdy powiem, że są one kompletnie niepoukładane. Może to taki Boży
test, by się przekonać, czy umiemy w tej kwestii polegać też na sobie a nie
tylko na kapłanach, którzy też się pogubili(przynajmniej niektórzy). Ja
osobiście się cieszę, że istnieje alternatywa w postaci kościołów zakonnych, gdzie zawsze znajdę nadzieję, a dla środowisk
diecezjalnych i episkopatu (za przykładem zasłyszanego kiedyś stwierdzenia)
jest to być może nauczka pokory. Moment, w którym wypada się przebudzić. Szkoda
tylko, że pobudka następuje wtedy, gdy zagrożona jest kieszeń takiego z drugim…
Pomijam tu inne przeznaczenia pieniędzy funduszu…
Może i dobrze, że episkopat tak dzielnie walczy,
ale chyba zbyt ambitnie. Zawsze to jakaś nauka. Według mnie nauka dla zwykłego
człowieka, by zostawił to na boku i wziął sprawy w swoje ręce. Jeśli tylko
potrafi, chce i umie dawać siebie… Ewentualnie zapraszam do odwiedzin w
środowisku zakonnym.
Przepraszam, jeśli te słowa zabrzmiały ostro,
obraźliwie i radykalnie. Przepraszam też, że braki w wiedzy i nie-stuprocentową
orientację w temacie, ale słowa te są wynikiem chwili… Wyrażam nadzieję, że
atmosfera się uspokoi i chłopaki dojdą do jakiegoś porozumienia. A ty człowieku
bierz się za siebie. Dziękuję za uwagę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz