Szukam człowieka z zasadami. Może to być mężczyzna,
może to być kobieta. Jako, że jestem mężczyzną, to szukam kobiety. Z ZASADAMI.
Ofiaruję konia z rzędem znalazcy. Mój telefon: (+48)000- 000- 000. Dzwonić po
godzinie 17:00.
Tylko o co chodzi z tymi zasadami? Bo na pewno nie o
chemiczny związek. Chociaż o pewnego rodzaju związku jest tutaj mowa. Chciałoby
się tutaj wymienić zestawienie naszych doświadczeń(wzrokowych, słuchowych,
czuciowych) z naszym stosunkiem do nich. Do tego wszystkiego dodać należy
mijający czas…
Ciekawostką jest to, że wraz z mijającym czasem wielu
zmienia swoje zasady, dostosowując je do nowej rzeczywistości. Inni natomiast
pozostają bardziej radykalni i to tylko dlatego, że z pewnymi aspektami nowej
rzeczywistości nie są w stanie się pogodzić tudzież uważają je za niszczące i
godzące w człowieka. Radykalizm jest tutaj alternatywą, ale postrzeganą jako
zło przez tych, którzy się już zatracili i nie znają granic.
Nie jest do końca tak, że zasady ustalamy sami. Często
przyjmujemy te odgórnie panujące np. w jakiejś wspólnocie(zakon), zakładzie
pracy, zasady na drodze. A obok tego ustalamy zasady życia, które obieramy za
własne. Problem polega na tym, że… takowe zasady już istnieją.
Na początku stworzenia Bóg powiedział Adamowi i Ewie:
„Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją
sobie poddaną” (Rdz 2, 28). Stało się to pierwszą naczelną zasadą ludzkiego
życia – postępowanie w tym kierunku. Grzech pierworodny jednak skomplikował
człowiekowi życie… Wprowadził zamieszanie i pewne paradoksy. Być może to nie do
końca jest tak, że przez niego człowiek został oddalony od Boga, utracił swoją
boskość. Druga strona medalu jest taka, że człowiek przez niego nauczył się w
pełni, czym jest wybór i za to, że coś zostawił, odsunął od siebie, musi nieraz
zapłacić srogą cenę... Albowiem między Bogiem(czymś dodatnim), a
szatanem(ujemnym) człowiek jawi się, jako coś obojętnego, a mówi się, że
obojętność to najgorsze, co może być. Można być dobrym albo złym – to już jakiś
konkret, ale obojętność…
Grzech wyszedł z nieumiejętności obrony człowieka
przed pokusami. Stał się jednak przyczyną rozdziału postępowania człowieka, na
kanwie czego określa on swoje zasady: te dobre i te złe.
Dobre zgadzają się ze wszystkim, co ustanowił Bóg:
dążenie do szczęścia, troska o świat, dbałość o siebie(nie mylić z egoizmem,
który jest tu nadużyciem), miłość wzajemna, dobro, prawda… Staroświecki etos,
prawda? Bzdura. To wszystko wciąż aktualne, ale zdominowane przez negatywy,
będące pod przykrywką pozytywów.
Zasadą skinheadów jest np. nękanie hipisów, hipsterów,
hipnotyków, hipopotamów i niemal wszystkiego, co zaczyna się na „hip”(z
pominięciem punków). Zasadą faszystów jest formowanie utopijnej kontroli nad
wszystkimi i eliminowanie innych, rzekomo słabych jednostek. Wypaczenie polega
na tym, że z ich punktu widzenia jest tu wszystko w porządku…
Przyznam się bez bicia, że ja też mam zasady, dlatego
w nagrodę niewielu ludzi mnie za to doceniło. Może większość nie zrobiła tego z
powodu ich radykalizmu i nakierowania na miłość i dobro, na jakieś
konserwatywne wartości? Dziękuję tym, którzy je docenili pomimo mych częstych
błędów. Dodam, że niektóre z tych zasad są bardzo trudne w praktyce i
niejednokrotnie muszę na poczekaniu podejmować inną decyzję. Albo dać sobie
czas na weryfikację i modernizację.
Wszystko wynika z doświadczenia i obserwacji.
Przykład.
Młody Iksiński żył w rodzinie patologicznej: ojciec
pił herbatę, rozcieńczoną alkoholem, a potem „wprowadzał swoje rządy”, oparte
głównie na terrorze psychicznym. Tenże Iksiński, dojrzewając, mógłby
teoretycznie pójść w ślady ojca – miałby już w życiu święty spokój. Ale na szczęście
tak się nie stało. Iksiński nie miał na widoku wyłącznie obrazu swojego domu,
ale spotykał się z innymi rzeczywistościami. Wiele z nich było o wiele
lepszych. Było w czym wybierać. Same przeciwieństwa. A poza tym w domu była
jeszcze mama, jako kontra dla zachowania taty, z której też czerpał, jakby nie
patrzeć. Podsumowując to wszystko Iksiński dokonał w życiu wyboru jedynie
słusznych zasad(wiem, co piszę). Poszedł w przekorę. W odpowiednim wieku
postanowił, że nie będzie taki, jak tato – będzie jego totalnym
przeciwieństwem. Pomimo, że wyprowadził się z domu(najpierw był jakiś czas
alumnem w seminarium, a potem zamieszkał w domu studenckim), to pomógł
rodzinie. Sama jego nieobecność w domu sprawiła, że tata zaczął się stopniowo
zmieniać. Iksiński wespół z Panem Bogiem(zawarł z Nim solidne przymierze)
określił zasady swojego życia, jako nakierowane wyłącznie na dobro i rozsądek.
A najpierwej postanowił nie być taki jak ojciec, bo w końcu sam kiedyś zostanie
ojcem i nie chciałby pozwolić sobie na coś podobnego i żeby jego dzieci
przechodziły od niego to samo, co on od ojca. A może tak naprawdę ów Iksiński
od dziecka był dobrym człowiekiem, mimo wpływu tak silnego zła? Dziś jest on
szczęśliwym człowiekiem, a wybranka jego serca DOSTRZEGŁA te wartości i zasady,
będące w nim. Drukowane litery są tu dla tych, którzy mają lub mieli skarb na
wyciągnięcie ręki, a są ślepi i głusi lub wypatrują spadających gwiazd.
Oto jak często postawa i zasady wynikają z przeszłości,
z doświadczenia życiowego i obserwacji – jeszcze raz powtórzę. Oczywiście,
jeśli człowiekowi zależy na tym, co dobre…
W wyborze zasad, tudzież ustalaniu ich należy kierować
się w pierwszej kolejności sobą samym, troską o siebie(nie mylić z wszelkimi
ego -izmami, -tyzmami, -centryzmami), a
zaraz potem troską o drugiego człowieka. Dlatego ja robię w swym życiu wszystko,
by wykluczyć stwierdzenia w stylu: „po trupach do celu”, „ostatnich gryzą psy” itp.
Dopuszczam oczywiście ich istnienie i jakąś rację. Tutaj moją zasadą jest liczenie
się z drugą osobą. Czasami jednak wypadam w tym blado, bo są ci, z którymi
liczę się bardziej, a z innymi mniej… Jednak żadna z tych osób nie została stratowana
w ramach tej pierwszej myśli „po trupach…”. Troska o siebie to nazwa katalogu,
w którym znajdują się pliki – stwierdzenia takie, jak: wiarygodność, szczerość,
poszukiwanie dobra, pacyfizm i kilka innych. Ale i tu nie dam rady wystrzec się
błędów.
Zasada naczelna: mieć tego wszystkiego świadomość i
walczyć. Świadomość siebie. To moja propozycja.
Czasami wydaje mi się, że ludzie z bogatym etosem
postępowania nie są początkowo zauważani, co dziś jest uwarunkowane pędem
innych do poszukiwania tego, co głupie, niepoukładane, śmieszne oraz fałszywie
wzbudzające podziw. W pewnym momencie życia(czasem przy śmierci) okazuje się
dopiero, że jest przy nich cała armia, podzielająca kierunek ich myślenia.
Trzeba odróżnić jednak hipokrytów, którzy też mają tu wstęp wolny.
Kolega przytoczył mi tu kiedyś pewną anegdotę, mającą
poparcie w rzeczywistości. Porządny chłopak, poukładany, dobrze wychowany,
wykreowany w etosie niemal rycerskim nie był dobrze postrzegany. A żeby było
bardziej dobitnie – był lekceważony zarówno przez dziewczyny, jak i przez
chłopaków(syndrom ofiary losu, prawda?). Podobało mu się kilka białogłowych,
ale co z tego, skoro każda z nich wyglądała za chłopakami silnymi, rosłymi,
dominującymi i w jakimś stopniu głupimi, jak adidas z lewej nogi(niewietrzony
od miesiąca). Miały prawo, ale to już tylko świadczy o tych dziewczynach. Może
jest jeszcze dla nich jakaś nadzieja, „o, Doktorze Hiszpanie”? Fakt faktem
chłopak nie wytrzymał i zmienił swój styl. Stał się bezmózgim samcem, identycznym,
jak tamci. Zyskał uznanie i „lasek na pęczki”. Wygrał? Nie. Przegrał z
kretesem, ale pewnie się o tym kiedyś dowie. Albo się nie dowie, bo to w końcu
postać fikcyjna.
W dużej mierze o podobnej sytuacji opowiada film „Zostańmy
Przyjaciółmi” z Ryanem Reynoldsem i Amy Smart w rolach głównych. Nie warto
poświęcać właściwych zasad swojego postępowania, aby się przypodobać innym.
Koszta, jakie wtedy ponosisz, to utrata człowieczeństwa – zbyt wysokie. Czas
wszystko wyrównuje i nawet po kilku latach jest w stanie przebudzić człowieka,
pokazać mu, co stracił.
I oczywiście znów pojawiło się dziesiątki odnośników, do których chciałbym jeszcze w przyszłości wrócić…
I oczywiście znów pojawiło się dziesiątki odnośników, do których chciałbym jeszcze w przyszłości wrócić…
A więc…
1. Zasady postępowania wyszły od
stworzenia świata, swój rozkwit rozpoczęły od grzechu pierworodnego.
2. Wybór jest pomocą w samookreślaniu
się – bliżej czego chcę być.
3. To co dobre, wymieszało się z tym, co
złe. Zatem rozważ i wybierz(bądź jednak ostrożny – pełno jest wypaczeń).
4. Zasady stanowią o sile człowieka i
dyktują ilość profitów, otrzymanych w życiu.
5. Istnieją pokusy, które mają na celu
złamanie człowieka, aby całkowicie uległ(jeśli prezentuje coś właściwego) – nie
wolno im ulegać, bo wtedy traci się wszystko. Ale też nie da się ich uniknąć.
Wybierz takie zasady, które pomogą Ci w byciu dobrym
człowiekiem. Osiągniesz wtedy prawie wszystko. To wystarczy.
„Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”
OdpowiedzUsuńDziwne to ze strony Boga, że stworzył tak ogromną Ziemię tylko dla ludzi, jednacześnie sprawiając, że 70% jej powierzchni nie nadaje się do zamieszkania ze względu na słonowodne akweny. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?
Albo nad faktem istnienia dobra i zła. Bóg dobry, Szatan zły. Ale Bóg podobno wszystko stworzył, tak? Również zło. Tu zataczamy koło, bo Bóg w swoim miłosierdziu oddał siebie żeby odkupić ludzi. Ale wcześniej stworzył zło. Dał nam zło, żeby móc nas odkupić, tak? Dobrze pojmuję?
Grzech pierworodny o którym wspominasz, to tak jakby Bóg mi mówił, że "poznanie" (takie znaczenie miało jabłko, prawda? Poznacie dobro i zło) jest złe, tak? Czyli Bóg tak naprawdę potrzebuje bezmyślnych owieczek wiecznie ganiających za jego miłosierdziem i bijących się w pierś mea culpa!
Idąc dalej, człowiek uczy się całe życie i nie może być wierny zasadom, które przyjął mając 16 lat, a załóżmy że teraz ma 30 lat. Jego światopogląd zmienił się kilkukrotnie, jest bogatszy o nawe doświadczenia, więc jakim sposobem ma być wiernym swoim przestarzałym ideom? Btw., pracując w wielkiej korporacji nie można trzymać się zasad pochodzących z czasów liceum. Wszystko musi być plastyczne, trzeba poznawać własne granice i wyraźnie je stawiać.
Rozumiem Szaman'ie, że religia chrześcijańska odbiła na Tobie wielkie piętno. Ale popatrz na buddystów, hinduistów, żydów czy izraelitów. Każdy ma swojego "boga", swoje zasady, kregosłup moralny. Czemu Twoje miały by być najlepsze? I jedyne w swoim rodzaju? A ateiści? Oni są źli bo nie wierzą? Sądzę, że nie jeden ateista jest lepszy od grona "wierzących".
Reasumując:
1. Grzech pierworodny, to jest wielka bzdura. Dlaczego każde poczete dziecko jest nim obarczone? Bo jest owocem miłości i sexu rodziców?
2. Każdy wybór określa człowieka. Określa co bardziej ceni.
3. Społeczeństwo jest zbyt "wymieszane". To co dla Twojej kultury będzie złe, dla innej może być dobre. Więc nie możesz oceniać wszystkich podług siebie. A przy wyborze, należy kierować się tylko i wyłącznie swoim dobrem, z zastrzeżeniem, że nie powinien nikt postronny przy tym ucierpieć.
4. Nie zastady stanowią o człowieku. Ale jego granice jakie sobie wyznaczył oraz jego wiara w samego siebie, wiara we własne siły i zaufanie sobie i pewność siebie. Taki człowiek jest kimś silnym, dodając do tego wyraźne granice jakie sobie wyznaczył, otrzymujemy ideał.
5. Wracamy do punktu wyżej. Granice. Dobrze wyznaczone granice i określenie co dla mnie jest czarne, co białe, co będzie dla mnie lepsze.
Sorry że się tak rozpisałem, ale przypadkiem trafiłem na Twoją stronę i mnie zaciekawiły Twoje wywody :)
Wiesz, przyjacielu, to prawda. Religia chrześcijańska odcisnęła na mnie duże piętno, ale nie na tyle, bym popadał w paranoję :P. Tekst potraktowałem czysto refleksyjnie, pozostawiając miejsce na rozszerzenie pewnych wątków i wrócenie do nich - mam nadzieję, że to zauważyłeś ;). Zamysł jest taki, by zebrać to wszystko w jakąś całość i spróbować rozpisać w formacie książkowym. Ale przyznaję p tym, co napisałeś, że jeszcze się muszę troszkę zastanowić - obecny wywód powstał w przypływie chwili. Nie wiem, kim jesteś i może to nawet lepiej. Zapożyczę sobie od ciebie troszkę przemyśleń do powtórnego rozważenia. Aczkolwiek wydaje mi się, że stoimy po różnych stronach barykady o czym świadczy twoje stwierdzenie "Grzech pierworodny to jedna, wielka bzdura" :P. Dzięki temu mogę się domyślać, w którym światopoglądzie wylądowałeś xD. Wszystkie postulaty, zarówno u mnie, jak i u ciebie określiłbym stwierdzeniem "nie tak do końca", ale dlaczego, to nie mam ochoty tego rozwijać, bo zmarnuję tylko czas. Pozostawię to do naszego prywatnego zastanowienia ;). Ale, jako, że jesteśmy jeszcze poszukujący, to życzę nam owocnego poszukiwania ;).
Usuń*formie książkowej
UsuńJestem ateistą :) Tak, stoimy po dwóch stronach barykady, to fakt... Istota Boga, zawsze stwarzała we mnie więcej pytań niż odpowiedzi. A kościół jedynie poczucie winy... Może i coś robiłem źle, nie wiem. Wiem że teraz jest mi o wiele lepiej...
OdpowiedzUsuńNie atakuję Cię, nie chcę zwady :) Po prostu Twój tekst mnie poruszył...
powiedz mi jeszcze, co mam rozumieć przez to, że jest Ci lepiej :)??
UsuńSądzę, że atestów "czepię" się za jakiś czas. Zresztą delikatnie wspominałem o tym w tym tekście. A jeśli nie w tym, to na pewno w poprzednim. Zawsze uważałem, że zarówno w ateistach, jak i w chrześcijanach jest pewien paradoks, a że zyskuję ostatnio sporo potwierdzeń moich sądów, to zbieram to wszystko do kupy i spisuję. Choć sprawia to wrażenie skrajnie radykalnego, subiektywnego, to takie nie jest. Warto patrzeć na to przez pryzmat mojej osobistej autoironii, której nie szczędzę(a to już o czymś świadczy) i poszukiwania racji :).
OdpowiedzUsuń