To odpowiedź na pytanie w
sondzie, jaka toczy się od ładnych paru lat. Temat sondy: Wszystkich Świętych,
czy Halloween.
Jako, że skłaniam się ku
tradycjom, to zdecydowanie lobbuję okres Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego.
Niechby to zdanie było naczelnym w tej wypowiedzi.
Trzeba na wstępie wspomnieć,
że istnieje rozróżnienie pomiędzy dniem Wszystkich Świętych a dniem Zadusznym.
Po pierwsze: Wszystkich Świętych. Prosty, laicki umysł kojarzy ten okres
wyłącznie jako dzień wolny od pracy, w którym można się pobyczyć w domu. Inny
na jego miejscu narzeka, bo tego dnia trzeba wyjeżdżać do rodziny na odwiedziny
jakichś grobów, a przecież jest tyle piękniejszych rzeczy do zrobienia. Jeszcze
ktoś będzie marudził o tłokach na cmentarzach, na ulicach. A w Kościele
Katolickim to dzień, w którym czci się pamięć świętych i błogosławionych. Nazwa
mówi wszystko, ale my uwielbiamy przeinaczać i przekształcać rzeczy istotne,
dlatego utarło się, że we Wszystkich Świętych odwiedza się cmentarze i czci
zmarłych (niektórzy czynią to jakby z przymusu albo z przyzwyczajenia).
Kościoły lokalne (w sumie to nawet biskupi) niespecjalnie starają się zmienić
tę tradycję, ale z drugiej strony ma to wszystko swoje uzasadnienie w polskich
warunkach, w których spora część świąt jest ruchoma (wypada w różne dni
tygodnia).
Po drugie: Dzień Zaduszny. Z
reguły to taki dzień, w którym już trzeba „iść do roboty” (chyba, że wypada w
sobotę, wtedy można się pobyczyć w domu; lub jeśli Wszystkich Świętych wypadnie
w sobotę, wtedy można otrzymać zwrot dnia wolnego, jaki się wtedy należy).
Sorry, ale takimi kategoriami się dziś myśli. W teorii Dzień Zaduszny powinien
być tym dniem, w którym czci się pamięć zmarłych, w którym wypada się na moment
zatrzymać i pomyśleć, ale w specyficznych polskich warunkach to jest raczej
niemożliwe. Na pewno wpływ na to mają zakręcone, polskie prawo oraz
świadomość Polaków, która została tak jakoś krzywo ukształtowana. Myślę też, że
to kwestia wyboru dokonana przez tych, którzy po prostu zdecydowali się na
nieuznawanie tych (nazwijmy to) „świąt”. Dobrze, że Kościół Katolicki precyzuje i kładzie nacisk na rozróżnienie tych dwóch dni od siebie, chociaż co do
wprowadzania w czyn tego rozróżniania nieskromnie powiem, że z tego, co widziałem, to raczej
bywa odwrotnie. Ot taka liturgika…
Natomiast Halloween to już ewidentnie
nie jest polskie święto, chociaż traktuje się tu o pewnych odniesieniach do święta
zmarłych. Największa częstotliwość świętowania tego czasu występuje w Kanadzie,
USA, Wielkiej Brytanii i Irlandii[1],
ale ekspansja tego święta zaczyna podążać ku całemu światu. Jest to raczej
typowa zabawa, maskarada, której stałymi elementami są zabawy w wywoływanie
duchów, wykrajanie w dyni dziur na kształt demonicznych twarzy, czy bieganie
dzieciaków od domu do domu i wyłudzanie cukierków, gdzie następstwem odmowy będzie psikus. W sumie
dobra zabawa, można zbić na tym fajny kapitał w postaci cukierków, ale też
dodatkowych kalorii i zepsutych zębów.
W Polsce zaczęło się robić
głośno o Halloween w latach 90. W szkole opowiadano nam o tradycjach: o naszej,
rodzimej – czyli Wszystkich Świętych, a na równi wspominano o Halloween, jako
tradycji amerykańskiej (w ramach języka angielskiego). Zauważyłem jednak
stopniową degradację świąt rodzimych, spłycanie ich znaczenia, a epatowanie
tym, co jest obce – nazwijmy to wprost. Czemu nie schodzi mi z głowy ta myśl,
że to działanie jest celowe i prędzej czy później skutecznie zamaże poczucie
naszej tożsamości? Ja nie zamierzam celebrować amerykańskich świąt w polskim kraju.
A może to element totalnej
liberalizacji „róbta, co chceta” (szczęść Boże, Panie Jurku)? W sumie nie ma co
się dziwić, skoro największy autorytet kraju, prezydent Bronisław (nazwiska nie
pamiętam) paraduje na tle czekoladowego orła.
Halloween to dla wielu synonim
dobrej zabawy, dlatego tą nazwą operuje się coraz częściej, gdy chce się
zorganizować zabawę w szkole. Podobnie jest w przypadku imprez w klubach.
„Zabawa Halloweenowa w szkole podst. nr. 456”, „Wieczór Halloween w klubie
Marakesh”… Spotkasz takie hasła, o to
się nie bój. Wzruszysz ramionami – tego jestem pewien. Spotkasz się też z
bojkotem ze strony Kościoła wobec tych haseł – o to też się nie martw. Jeszcze lepiej:
spotkasz się z kontrofensywą w postaci imprez alternatywnych a’la „Holy Wins”
albo hasłami „Jestem katolikiem, nie obchodzę Halloween”. To się dzieje dziś.
Gdzieś się tam jednak przebija ta obiektywność, że czasem warto coś delikatnie
wspomnieć o tradycji i korzeniach. Albo
np. jak dojechać na cmentarze kiedy będzie tyle korków na ulicach. Mam wrażenie, że
coraz mniej jest miejsca na mówienie o dniu Wszystkich Świętych w przestrzeni
publicznej i stąd ta walka. Święto spychane jest w granice mediów typowo
katolickich. Ktoś powie, że tam jego miejsce, a od mediów publicznych wara. No i państwo ma być świeckie. Dajcie spokój...
Mówi się też tutaj, że
niewinna zabawa w duchy kończy się nieciekawie. To tak naprawdę loteria.
Wszystko zależy od człowieka, od jego siły, nastawienia, mentalności, a z drugiej strony od losu. Wielu
traktuje to rzeczywiście jako czystą zabawę. Ale należy pamiętać, że często
niewinne zabawy kładą się cieniem na dalsze życie. Już nie wspomnę o tym, że m.in.
w ich wyniku może przyjść w życiu taki
moment, że poczujesz się po prostu źle i ciężko będzie określić problem. Opętanie
przez totalną niemoc? Skądś mi to jest znane…
Summa summarum jestem na NIE,
jeśli chodzi o imprezy Halloween w Polsce. Owszem, eksperymentowałem w tej
materii, głównie chodząc do klubów, w których odbywały imprezy pod tym tematem.
Pomogło mi to stwierdzić, że do tego nie pasuję, że wolę swoje podwórko i
tradycje. Pragnę, by je promowano bardziej, a nie mieszano integralnej
tożsamości narodu z tym, co kompletnie tu nie pasuje, co nie jest polskie.
Ciekawe, gdyby odwrócić role, to czy nasz wymysł, jeśli chodzi o tego typu
święta by się też tak przyjął w innych krajach? Jakoś w to nie wierzę…
Rzadkością dziś jest to, co w stu procentach działa w obie strony…
Na koniec ostatnia kwestia. Odkryłem
wyjątkowe znaczenie polskiego święta Wszystkich Świętych i Dni Zadusznych. O
ile te rzeczy można robić przy każdej możliwej okazji, tak w tym okresie
palenie zniczy na grobach bliskich, dłuższa lub krótsza chwila refleksji,
spotkania w tym czasie z rodziną, otwarte rozmowy, śmiech, wspomnienia,
niejednokrotnie szczere rozmowy o stosunkach rodzinnych, doprowadzające często
do pogodzenia nabierają wyjątkowego znaczenia i niebywałej mocy. Widziałem to,
więc wiem, o czym prawię. Wszystko tu zależy od człowieka.
Ja tam osobiście wybieram
Wszystkich Świętych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz