niedziela, 13 stycznia 2013

Ale o co chodzi z tymi zasadami...?


Szukam człowieka z zasadami. Może to być mężczyzna, może to być kobieta. Jako, że jestem mężczyzną, to szukam kobiety. Z ZASADAMI. Ofiaruję konia z rzędem znalazcy. Mój telefon: (+48)000- 000- 000. Dzwonić po godzinie 17:00.
Tylko o co chodzi z tymi zasadami? Bo na pewno nie o chemiczny związek. Chociaż o pewnego rodzaju związku jest tutaj mowa. Chciałoby się tutaj wymienić zestawienie naszych doświadczeń(wzrokowych, słuchowych, czuciowych) z naszym stosunkiem do nich. Do tego wszystkiego dodać należy mijający czas…
Ciekawostką jest to, że wraz z mijającym czasem wielu zmienia swoje zasady, dostosowując je do nowej rzeczywistości. Inni natomiast pozostają bardziej radykalni i to tylko dlatego, że z pewnymi aspektami nowej rzeczywistości nie są w stanie się pogodzić tudzież uważają je za niszczące i godzące w człowieka. Radykalizm jest tutaj alternatywą, ale postrzeganą jako zło przez tych, którzy się już zatracili i nie znają granic.
Nie jest do końca tak, że zasady ustalamy sami. Często przyjmujemy te odgórnie panujące np. w jakiejś wspólnocie(zakon), zakładzie pracy, zasady na drodze. A obok tego ustalamy zasady życia, które obieramy za własne. Problem polega na tym, że… takowe zasady już istnieją.
Na początku stworzenia Bóg powiedział Adamowi i Ewie: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 2, 28). Stało się to pierwszą naczelną zasadą ludzkiego życia – postępowanie w tym kierunku. Grzech pierworodny jednak skomplikował człowiekowi życie… Wprowadził zamieszanie i pewne paradoksy. Być może to nie do końca jest tak, że przez niego człowiek został oddalony od Boga, utracił swoją boskość. Druga strona medalu jest taka, że człowiek przez niego nauczył się w pełni, czym jest wybór i za to, że coś zostawił, odsunął od siebie, musi nieraz zapłacić srogą cenę... Albowiem między Bogiem(czymś dodatnim), a szatanem(ujemnym) człowiek jawi się, jako coś obojętnego, a mówi się, że obojętność to najgorsze, co może być. Można być dobrym albo złym – to już jakiś konkret, ale obojętność…
Grzech wyszedł z nieumiejętności obrony człowieka przed pokusami. Stał się jednak przyczyną rozdziału postępowania człowieka, na kanwie czego określa on swoje zasady: te dobre i te złe.
Dobre zgadzają się ze wszystkim, co ustanowił Bóg: dążenie do szczęścia, troska o świat, dbałość o siebie(nie mylić z egoizmem, który jest tu nadużyciem), miłość wzajemna, dobro, prawda… Staroświecki etos, prawda? Bzdura. To wszystko wciąż aktualne, ale zdominowane przez negatywy, będące pod przykrywką pozytywów.
Zasadą skinheadów jest np. nękanie hipisów, hipsterów, hipnotyków, hipopotamów i niemal wszystkiego, co zaczyna się na „hip”(z pominięciem punków). Zasadą faszystów jest formowanie utopijnej kontroli nad wszystkimi i eliminowanie innych, rzekomo słabych jednostek. Wypaczenie polega na tym, że z ich punktu widzenia jest tu wszystko w porządku…
Przyznam się bez bicia, że ja też mam zasady, dlatego w nagrodę niewielu ludzi mnie za to doceniło. Może większość nie zrobiła tego z powodu ich radykalizmu i nakierowania na miłość i dobro, na jakieś konserwatywne wartości? Dziękuję tym, którzy je docenili pomimo mych częstych błędów. Dodam, że niektóre z tych zasad są bardzo trudne w praktyce i niejednokrotnie muszę na poczekaniu podejmować inną decyzję. Albo dać sobie czas na weryfikację i modernizację.
Wszystko wynika z doświadczenia i obserwacji. Przykład.
Młody Iksiński żył w rodzinie patologicznej: ojciec pił herbatę, rozcieńczoną alkoholem, a potem „wprowadzał swoje rządy”, oparte głównie na terrorze psychicznym. Tenże Iksiński, dojrzewając, mógłby teoretycznie pójść w ślady ojca – miałby już w życiu święty spokój. Ale na szczęście tak się nie stało. Iksiński nie miał na widoku wyłącznie obrazu swojego domu, ale spotykał się z innymi rzeczywistościami. Wiele z nich było o wiele lepszych. Było w czym wybierać. Same przeciwieństwa. A poza tym w domu była jeszcze mama, jako kontra dla zachowania taty, z której też czerpał, jakby nie patrzeć. Podsumowując to wszystko Iksiński dokonał w życiu wyboru jedynie słusznych zasad(wiem, co piszę). Poszedł w przekorę. W odpowiednim wieku postanowił, że nie będzie taki, jak tato – będzie jego totalnym przeciwieństwem. Pomimo, że wyprowadził się z domu(najpierw był jakiś czas alumnem w seminarium, a potem zamieszkał w domu studenckim), to pomógł rodzinie. Sama jego nieobecność w domu sprawiła, że tata zaczął się stopniowo zmieniać. Iksiński wespół z Panem Bogiem(zawarł z Nim solidne przymierze) określił zasady swojego życia, jako nakierowane wyłącznie na dobro i rozsądek. A najpierwej postanowił nie być taki jak ojciec, bo w końcu sam kiedyś zostanie ojcem i nie chciałby pozwolić sobie na coś podobnego i żeby jego dzieci przechodziły od niego to samo, co on od ojca. A może tak naprawdę ów Iksiński od dziecka był dobrym człowiekiem, mimo wpływu tak silnego zła? Dziś jest on szczęśliwym człowiekiem, a wybranka jego serca DOSTRZEGŁA te wartości i zasady, będące w nim. Drukowane litery są tu dla tych, którzy mają lub mieli skarb na wyciągnięcie ręki, a są ślepi i głusi lub wypatrują spadających gwiazd.
Oto jak często postawa i zasady wynikają z przeszłości, z doświadczenia życiowego i obserwacji – jeszcze raz powtórzę. Oczywiście, jeśli człowiekowi zależy na tym, co dobre…
W wyborze zasad, tudzież ustalaniu ich należy kierować się w pierwszej kolejności sobą samym, troską o siebie(nie mylić z wszelkimi ego  -izmami, -tyzmami, -centryzmami), a zaraz potem troską o drugiego człowieka. Dlatego ja robię w swym życiu wszystko, by wykluczyć stwierdzenia w stylu: „po trupach do celu”, „ostatnich gryzą psy” itp. Dopuszczam oczywiście ich istnienie i jakąś rację. Tutaj moją zasadą jest liczenie się z drugą osobą. Czasami jednak wypadam w tym blado, bo są ci, z którymi liczę się bardziej, a z innymi mniej… Jednak żadna z tych osób nie została stratowana w ramach tej pierwszej myśli „po trupach…”. Troska o siebie to nazwa katalogu, w którym znajdują się pliki – stwierdzenia takie, jak: wiarygodność, szczerość, poszukiwanie dobra, pacyfizm i kilka innych. Ale i tu nie dam rady wystrzec się błędów.
Zasada naczelna: mieć tego wszystkiego świadomość i walczyć. Świadomość siebie. To moja propozycja.
Czasami wydaje mi się, że ludzie z bogatym etosem postępowania nie są początkowo zauważani, co dziś jest uwarunkowane pędem innych do poszukiwania tego, co głupie, niepoukładane, śmieszne oraz fałszywie wzbudzające podziw. W pewnym momencie życia(czasem przy śmierci) okazuje się dopiero, że jest przy nich cała armia, podzielająca kierunek ich myślenia. Trzeba odróżnić jednak hipokrytów, którzy też mają tu wstęp wolny.
Kolega przytoczył mi tu kiedyś pewną anegdotę, mającą poparcie w rzeczywistości. Porządny chłopak, poukładany, dobrze wychowany, wykreowany w etosie niemal rycerskim nie był dobrze postrzegany. A żeby było bardziej dobitnie – był lekceważony zarówno przez dziewczyny, jak i przez chłopaków(syndrom ofiary losu, prawda?). Podobało mu się kilka białogłowych, ale co z tego, skoro każda z nich wyglądała za chłopakami silnymi, rosłymi, dominującymi i w jakimś stopniu głupimi, jak adidas z lewej nogi(niewietrzony od miesiąca). Miały prawo, ale to już tylko świadczy o tych dziewczynach. Może jest jeszcze dla nich jakaś nadzieja, „o, Doktorze Hiszpanie”? Fakt faktem chłopak nie wytrzymał i zmienił swój styl. Stał się bezmózgim samcem, identycznym, jak tamci. Zyskał uznanie i „lasek na pęczki”. Wygrał? Nie. Przegrał z kretesem, ale pewnie się o tym kiedyś dowie. Albo się nie dowie, bo to w końcu postać fikcyjna.
W dużej mierze o podobnej sytuacji opowiada film „Zostańmy Przyjaciółmi” z Ryanem Reynoldsem i Amy Smart w rolach głównych. Nie warto poświęcać właściwych zasad swojego postępowania, aby się przypodobać innym. Koszta, jakie wtedy ponosisz, to utrata człowieczeństwa – zbyt wysokie. Czas wszystko wyrównuje i nawet po kilku latach jest w stanie przebudzić człowieka, pokazać mu, co stracił.

I oczywiście znów pojawiło się dziesiątki odnośników, do których chciałbym jeszcze w przyszłości wrócić…
A więc…
1.      Zasady postępowania wyszły od stworzenia świata, swój rozkwit rozpoczęły od grzechu pierworodnego.
2.      Wybór jest pomocą w samookreślaniu się – bliżej czego chcę być.
3.      To co dobre, wymieszało się z tym, co złe. Zatem rozważ i wybierz(bądź jednak ostrożny – pełno jest wypaczeń).
4.      Zasady stanowią o sile człowieka i dyktują ilość profitów, otrzymanych w życiu.
5.      Istnieją pokusy, które mają na celu złamanie człowieka, aby całkowicie uległ(jeśli prezentuje coś właściwego) – nie wolno im ulegać, bo wtedy traci się wszystko. Ale też nie da się ich uniknąć.
Wybierz takie zasady, które pomogą Ci w byciu dobrym człowiekiem. Osiągniesz wtedy prawie wszystko. To wystarczy.

środa, 9 stycznia 2013

Objawienie

Nie zgadniesz, co teraz robię. Ślęczę, jak idiota nad pustą kartką i czekam na objawienie. Czekam na jasność(nie mylić z pomrocznością jasną), na jakiś cug, który złapię i będę dzięki niemu jakoś dalej brnął. Długopis jest lekki, lecz myśli już nieco cięższe.

No ale trzeba tu nadać jakiś początek, jakiś punkt wyjścia. Trzeba jakoś dobrze wystartować i nabrać pewności. Czyżbym rzucił kilka haseł synonimicznych do objawienia?
Początek… Objawienie, jako początek. To znaczący moment, nadający kierunek naszemu życiu i naszym myślom. Jest to coś, co staje się naczelną zasadą niejednokrotnych zmian. Może to być też przewrót życiowy. To także nabranie pełnej świadomości.
Doznałem teraz objawienia, tudzież nabrałem pełnej świadomości i dzięki temu ostatecznie wiem, co chcę tu zamieścić.
Objawienie, czyli punkt wyjścia, od którego teraz wyjdą setki, a może i tysiące myśli oraz zdań. Takowe objawienie warunkuje w chwilach przyszłych dialog i dzielenie się tym, czego się człowiek dowiedział.
Na kanwie powyższego przypominają mi się w tej chwili rekolekcje w klasztorze zakonu kapucynów w Sędziszowie Małopolskim. Rok 2007. Zacząłem wtedy studia na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, mając już dość pokaźny bagaż złych doświadczeń, uczynków i starcia z własnymi demonami. Nie potrafię powiedzieć, jaki wtedy byłem, ale pewne było jedno: nikogo nie zabiłem. Wiesz… Są ludzie, którym chwilę po ukończeniu liceum zaczyna się w głowach źle dziać. Popadają w marazm, zastój, a jednocześnie szukają ratunku i chcą być zauważeni(czyt. kochani). Być może to troszkę wynika ze zdezorientowania w życiu i strachu przed czymś nowym. A kiedy dojdą do tego krzywdy oraz poczucie winy, to ciężko się ruszyć z miejsca. Wiem, o czym prawię – przechodziłem to już i pewnie jeszcze nie raz mnie to spotka…
Jeśli nie byłeś w Sędziszowie, żałuj. Ja żałuję, że nie mogę tam być częściej. Tam jest to, czego człowiek często szuka: cisza. Byłem sobie takim durnym gościem, który niczego nie oczekiwał, a dostał dość siły by znosić życiowe epizody(choć potem nie wykorzystałem tego, jak powinienem). Dlatego słusznie określam objawienie m.in. jako punkt zwrotny, a dla mnie tym punktem zwrotnym było spotkanie się z Panem Bogiem w absolutnej ciszy.
Najpierwszym efektem tego Objawienia – spotkania było coraz częstsze, stopniowe skłanianie się ku ciszy. Oraz, co niejednokrotnie dziwi i czyni ze mnie w oczach innych pseudo-wariata, fakt, że mówię o niej, jak o jednym ze swoich większych przyjaciół(może i największym). A może rzeczywiście był w niej Bóg? No bo inaczej nie pisałbym tak swobodnie tylu wierszy w tamtym czasie…
Drugą kwestią mogłoby być stopniowe zdawanie sobie sprawy z tego, ile rzeczy mam w sobie i na zewnątrz do naprawienia. Chwilę po tym „spotkaniu” w kościele przyklasztornym rozmawiałem z ojcem Radosławem Pasztaleńcem. Opowiadałem o niejasnościach, o tym, co zrobiłem dobrze i źle i o tym, jakiego to ogólnie narobiłem bałaganu. Był w tym ogrom swobody, a ojciec Radek powiedział słowa, które zapamiętam do końca mojego krótkiego życia: „Dobrze, że sobie zdajesz z tego sprawę. To wielki plus”. Samoświadomość. Świadomość siebie stanowi po ciszy tak jakby drugi fundament i efekt objawienia.
Z powyższego wywodu wysnuć mogę uzupełniającą definicję objawienia, jako naczelnej zasady i zasady wszelkich zasad, nie ujmując oczywiście innym określeniom ich wartości. A przecież takie samo określenie można nadać Bogu!
A jednak dziś chrześcijaństwo, nauka katolicka, teologia mają najwięcej do powiedzenia w dziedzinie Objawienia. Ot chociażby pisanie tego wyrazu z dużej litery ma na celu uwypuklenie różnic od zwykłego, ludzkiego pojmowania. Problem jest taki, że różnic tych niemal praktycznie brak…
Nauka katolicka kładzie nacisk na objawienie się Boga, jako naczelnej zasady wszystkich rzeczy.
Objawienie jest to przekazanie ludziom przez Boga prawdy potrzebnej im do zbawienia. Najpierw można mówić o objawieniu naturalnym. Jest to przeżycie wynikające z samego
posiadania intuicji i umysłu przez człowieka. Uświadamia ono człowiekowi, że Bóg istnieje(…)[1]. Towarzyszą mu modlitwa i wyrzuty sumienia. Te drugie nie musza być ściśle powiązane z modlitwą, ale są one cechą tych, którzy wysoko stawiają morale. Jest to wymiar prywatny objawienia.
            Istnieje poza wymiarem prywatnym jeszcze wymiar społeczny tych przeżyć. W historii każdego narodu zawsze byli ludzie z poczuciem odpowiedzialności za swoje społeczeństwo. Modlitwa jak i wyrzuty sumienia u tych ludzi nie dotyczyły tylko spraw o charakterze prywatnym, lecz właśnie społecznym. Bo widzieli z całą ostrością błędy, krzywdy wyrządzane przez władców czy warstwy rządzące i przez tych, którzy dzierżyli "rząd dusz".
Na przestrzeni wieków pojawiali się tacy ludzie, którzy równocześnie zdobywali się na odwagę, by zaprotestować przeciw prywacie, korupcji, wypaczeniom, oportunizmowi. By nawoływać do nawrócenia, do powrotu do wiary przodków. By dopominać się o wszystko to, co wielkie w narodzie. By potępić tych, którzy zasługują na potępienie. By ratować to, czemu grozi zniszczenie. By przypominać to, co odchodzi w cień zapomnienia. By wyraźnie powiedzieć, kim jest człowiek, jaki jest cel jego życia, co powinno być jego treścią, czym jest służba Bogu, na czym ma polegać cześć Jemu należna[2].
Więc coś się jednak zgadza… Moment objawienia, modlitwa, wyrzuty sumienia i chęć naprawy nie tylko siebie, ale i znacznej części świata. Takiego siebie pamiętam z okresu po rekolekcjach w Sędziszowie. Paradoks polegał na tym, że ta postawa sprowadziła na małe manowce mimo wcześniejszego uporządkowania… Minął jednak jakiś czas, nim do tego doszedłem…
Natomiast o Objawieniu w ścisłym sensie mówimy wtedy, gdy człowiek otrzymuje polecenie od Boga, by głosić ludziom prawdę zbawczą, którą mu Bóg ukazuje[3]. W historii Objawienia postacią centralną i równocześnie bezprecedensową jest Jezus Chrystus[4]. W Nim Objawienie realizuje się najpełniej. Tak jest w nauce katolickiej.
Wspomniałem o objawieniu jako o punkcie zwrotnym w życiu, przełomowym momencie, w którym człowiek dochodzi do wniosku, kim jest i co tu robi. Jako poparcie takich przewrotów życiowych należało by podać przykład św. Pawła, którego życie można by nazwać jednym, wielkim paradoksem. Z początku zagorzały przeciwnik chrześcijan, a po spotkaniu Pana misjonarz i głosiciel Ewangelii – dwie, skrajne, sprzeczne i tak różne od siebie strony tej barykady. Sytuacja jest analogiczna do życia wielu ludzi, opowiadających o tym, jakie mieli życie przed spotkaniem Chrystusa, a jak bardzo się ono zmieniło po widzeniu się z Nim twarzą w twarz. Ja sam w jednej dziewczynie dostrzegłem tego typu skrajności. Z początku młodociana wielbicielka rocka i tanich win, a dziś śpiewa w zespole parafialnym i należy do jednej z przykościelnych wspólnot. Jest coś na rzeczy. Agnostyk, nie wierzący w doświadczenie tego momentu, a dopuszczający tylko teorię o Bogu, zmienia zdanie, gdy autentycznie doświadcza pozytywnych zmian w swoim życiu. Ma to oczywiście swoją drugą stronę medalu, czego przykładem są ateizm i ataki na kościół. Poświęcę temu więcej uwagi za jakiś czas.
Objawienie, przemiana, życiowy przewrót jest gwarantem zmiany na lepsze albo przynajmniej momentem w którym można sobie uświadomić, co zrobić, by być lepszym człowiekiem. Będąc naczelną zasadą, inicjacją kolejnych wydarzeń w życiu buduje ono w nas normy postępowania, wg. których możemy żyć, jeśli chcemy.  Jest iskrą, rozpalającą światło na drogę, wzdłuż której czeka na nas wielość doświadczeń, na kanwie których budujemy swoje zasady. Wydaje mi się tutaj, że nic, co dzieje się później nie jest w całkowitej opozycji do momentu przemian i kierunku, jaki on nadaje. Wszystko, co jest teraz i co jest później jest tego wynikiem: każde słowo, każdy gest, przekaz, nawet niewłaściwy uczynek, czy zachowanie. Przy dwóch ostatnich człowiek, mający umiejętność szybkiego przyznania się do winy będzie w stanie zadośćuczynić, jak to mówią „odkręcić sprawę”. Zapomniałem dodać, że tutaj piszę całkowicie od siebie.
Chciałoby się powiedzieć, że ludzie, którzy doświadczyli czegoś takiego, prowadzą w swoim życiu dwa kalendarze, z których jeden notowany jest od tego znaczącego momentu. Można by stwierdzić, że od punktu zwrotnego zaczyna się prawdziwe życie. Można nawet dodać, że to wszystko jest tak naprawdę psa warte – wolność człowieka i prawo jego wyboru. A można też rapować za Ryszardem Andrzejewskim:
Oto kolejny manifest dla wszystkich krwawiących serc,
Nieśmiertelne opowieści z pod znaku "Back in the days".
Wciąż być, nie mieć, chociaż mam jedno i drugie,
Już do końca, tak być musi, już w tym życiu się nie zgubie.
Powracam do tych dni, wstecz sięgając pamięcią,
Staszica story, oto me jeżyckie piekło,
Dawno temu coś pękło, chłopak wracam do tych dni,
W których oprócz bólu nie odczuwałem nic.
Powiesz, że na wodę pic, lepiej milcz niedowiarku,
Dowód ludzkiej znieczulicy znasz na co dzień, łeb na karku mam,
Więc dbam o ludzi, z którymi wyszedłem z cienia
I nie zmienia się nic, chociaż dużo żem pozmieniał.
(…)nasza muzyka jest prawdą,
Ten ból, miłość, strach spróbuj to ogarnąć, sprawdź to[5].
Wybieram zatem stwierdzenie, że moment objawienia, tudzież punktu zwrotnego życia jest wart każdego czasu oczekiwania i wylanych łez… Potem jest już tylko nauka, nauka i nauka. Nauka budowania…


Publikacja stanowi preludium czegoś, że tak powiem "większego"... :)









[2] tamże
[3] tamże
[4] tamże
[5] Fragment utworu „Sam przeciwko wszystkim”; Wykonawcy: My Riot feat. Peja.

czwartek, 3 stycznia 2013

Moralna ocena gniewu…


Przypływ mądrości mierzy się upływem żółci
Ty jesteś młody i głupi
Zbyt często lubisz się upić
Jak pies zaszczuty, który w każdym widzi wroga
Gniewem zatruty, ledwo stoisz na nogach.
Twój rozum już śpi, ty jeszcze nie
Wypiłeś już dosyć, więcej chcesz
Musisz udowodnić wszystkim, że z tobą się kurwa nie zadziera
Wypić, zapalić i udawać menela
Potem wrócić do domu, na swoją kobietę się wydzierać
Gdy ona zbiera Cię z ziemi, próbując coś zmienić .
Ja nie chcę już tego przeżywać, wybacz
Zmywać to czym rano będziesz rzygać
Po wódce i piwach, nie mogę patrzyć jak przegrywasz
Jak coraz bardziej odpływasz .
Ostatni iskra domowego ogniska, ledwo już błyska
A każda bliska osoba toczy jad z pyska i ciska wyzwiska,
Mamy przecież te same nazwiska
Więzy słabną,
nerwy słabną,
uczucie gaśnie
Rosną waśnie
a właśnie w tym czasie, Twoje dzieci dorastają w hałasie.
Desperacja rośnie, jest coraz głośniej
Uciszyć ten hałas i przestać pościć
Zepchnięci, zdepnięci, z niechęci
Zaciskają pięści by walić, bez granic
Na oślep, bez celu, bez wartości, 100% złości
Dwa ‰ we krwi, nie powstrzyma go nic
Nie potrafisz jasno myśleć, a potrafisz mocno bić,
Otwierasz dłoń i wbijasz, uderzasz jak pijak,
Zabijasz siebie, ją i przyjaźń, i miłość co była,
Z czym czy warto się upijać, coś co nie mija,
Jedno na milion, ona mija.
Teraz patrz na łzy, rozmazany makijaż |x2

Ref:
G - gromadzisz go w sobie i spijasz
N – niszczy, pali mosty zabija
I - instynktownie budzi fobie
E - elementarne w walce z wrogiem
W - lecz wróg jest w tobie i nim płoniesz

Gdzie byłaś całą noc,
Powiedz kurwa, gdzie się szlajasz?
Dzieci znów ryczą, ja czekam na ciebie jak pajac
Wydzwaniam do ciebie raz, drugi, setny i następny .
I zgadnij co do chuja?! - Abonent jest niedostępny!
Jasne kurwa, wyładowała Ci się komórka.
Możesz mieć mnie w dupie, ale tam płacze twoja córka,
Zrobiłem kolacje, położyłem spać ją, chciała do mamy,
Gdzie jest mama, gdzie jest mama?
Co mam powiedzieć - nie ma mamy?
Gdzie ty byłaś w ogóle?
Zobacz jak wyglądasz - jak zdzira,
Ledwo trzymasz się na nogach
Kurwa - dawno żeś nie piła,
Co to za strój? Przy mnie ty ubierasz się w łachmany,
Nic nie robisz tylko stękasz koczkodanie poczochrany,
Ciągle nie zadowolona, wielka pani obrażona
Nie wiadomo na co kurwa,
Normalnie idealna żona.
Przestań drzeć ryj na mnie,
Na mnie jeszcze masz czelność,
Pamiętasz co obiecałaś mi na ołtarzu?
Miłość i wierność!
No jasne rozjeb ten talerz, niech sąsiedzi słyszą
Myślisz, że Julce nie wstyd w szkole, że jej rodzice tylko krzyczą?
Że jej matka co chwila z innym frajerem jeździ furą?
Nie myśl sobie, że jesteś dupa,
Jesteś tylko domową kurą.
I co masz mnie za głupka?
Przyprowadzasz tu tego dupka,
Wiem bo mówiła Julka, że ma kurwa nowego wujka
Wujka kurwa!
A ja w pracy tyram za dwóch,
Ty przechlewasz te pieniądze, albo kupujesz se ciuch,
Gdzie z tymi łapami?! Odejdź, bo rozpierdolisz drzwi,
Nie dość Ci tego syfu,
Przestań się drzeć, bo Julka śpi.
No pięknie - Julka idź do swojego pokoju
Ja zwariuje tutaj kurwa, serdecznie dość mam tego gnoju,
Wychodzę, rozumiesz wychodzę, się wyprowadzam,
Ja jestem zerem wiesz, ale przynajmniej cię nie zdradzam
(Żyjąc w gniewie, widząc siebie w niebie)

52Dębiec – Gniew(zapożyczone ze strony tekstowo.pl)


Hans i Deep już dawno wiedzieli, że gniew nie jest w stu procentach grzechem. Ja zresztą też. I choć w tym momencie sprawiam wrażenie próbującego obalić teorię 7 grzechów głównych, to jednak mam pewność, że nie obalam ich wcale. Nauka teologiczna powinna wiedzieć, że nie wszystkie aspekty gniewu da się zaklasyfikować, jako grzech…
Bo w chrześcijaństwie nieuporządkowany bądź nieuzasadniony gniew jest wymieniany jako jeden z siedmiu grzechów głównych, gdyż świadomie podsycany i budzony, jest sprzeciwieniem się miłości bliźniego, która stanowi podstawową zasadę moralną Nowego Testamentu[1]. Tylko jakie ma to znaczenie dla ludzi, którzy dopuszczają się wypaczeń w rozumowaniu gniewu. Słyszało się o takich, którzy przyuczają, że nie wolno bez względu na wszystko. Rośnie wtedy człowiek, który podatny jest na ogromne zniszczenia. Wiem po sobie.
Rabin Kushner w swojej książce „Kiedy ludziom dobrym przytrafiają się rzeczy złe”, napisał o gniewie, jako o czymś, czemu NALEŻY dać wolność, upust. Wskazuje na wypaczenia w wychowaniu, które nieświadomie tłumią emocje: nie płacz, bo to takie nie męskie; bądź twardy; nie rób wstydu; wszystko będzie dobrze i wiele innych. Gniew, będący tu tłumioną reakcją na negatywne bodźce to potężna toksyna, która zatruwa człowieka, w którym się rodzi. Patrzę teraz właśnie w lustro…
Jednym z takich bodźców jest patologia, o czym traktuje tekst Hansa i Deepa, który przytoczyłem na wstępie. Patologia, na którą chyba nikt z nas, w miarę trzeźwo myślących na pewno się nie godzi. Gniew, zwłaszcza tłumiony jest tu reakcją na cykl, cyrkulację pewnych zachowań, słów, stylu bycia i niemożność doprowadzenia do ugody. Patologia jest tu bodźcem tak jakby najbardziej rozpowszechnionym, choć troszkę przyziemnym.
Naturalny jest też gniew, będący wynikiem niepowodzeń(odchodzi dziewczyna, niewypał w pracy) lub mający uwarunkowania społeczne. Obie sytuacje są jednak dylematyczne, wprowadzają zamęt i mogą wywołać inne niepożądane reakcje, nadużycia. Gniew kontrolowany? Na pewno coś takiego istnieje. A kontrola opiera się powiedzeniu sobie, że nie warto, ale dopiero wtedy, gdy da się upust. Odchodzi dziewczyna(z własnej głupoty, z pragnienia wolności albo z powodu chęci zmiany obecnego modelu na jeszcze lepszy) – ciężko jest wtedy milczeć i tak najnormalniej w świecie przejść do kolejnego rozdziału. Z drugiej strony wygląda to tak samo.
Jest mnóstwo innych powodów, dla których gniew należy usprawiedliwić. Wypada wspomnieć o ogólnym oburzeniu na władzę: podwyższenie podatków, bezrobocia, utrudnianie prostym ludziom życia(choćby fotoradary, które teraz tak są na czasie)… Jest gniew, jako reakcja na ogólne sytuacje międzynarodowe(nowe, bezsensowne konflikty); wielość paranoi i niepoukładanych wartości lub dążenie gdzieś po cichu do ogólnej władzy nad światem(NWO – powinniśmy wiedzieć, co to za zagrożenie i jakie mogą być jego elementy w najbliższym czasie), czy też na zachwiany system wartości i norm etycznych(w moim przypadku gniew na promocję homoseksualizmu, wszelkich legalizacji i tego, co jest z tym związane – taka osobista sprawa, żeby nie było, że ja jestem nieskażony gniewem).
Kiedyś usłyszałem, że nie idę drogą dobra, bo mam w sobie dużo gniewu i jestem nienawistny. Na swój sposób ten ktoś miał rację, mówiąc mi to, ale latami zajęło mi określanie, jakie są powody tego gniewu. Sporą część z nich wymieniłem wyżej, więc proszę wytknąć bezpodstawność moich reakcji. Być może to jest bunt jednego z przedstawicieli pewnego rodzaju idealizmu(przecież takowi powinni już dawno powymierać). Co poradzę? Ciężko czasem o miłość i miłosierdzie…
Zrobiłem teraz ciekawą rzecz… Przyznałem się do tego, że mam gniew i nienawiść. Zrobiłem to, uświadamiając sobie jednocześnie paradoks rzeczywistości gniewu – z tą świadomością lepiej się żyje. Bo są tacy, którzy wskażą gniew jako zło bez względu na wszystko – skażą jednocześnie człowieka śmierć, kiedy nie pozwolą mu dać upustu owego gniewu z jakichś konkretnych powodów. Gniew bezpodstawny jest absolutnym złem, ale czy dzisiaj jest ktoś kto gniewa się od narodzin tak po prostu i bezpodstawnie – nawet przez całe życie? Zawsze są i będą powody…
A jeśli pytasz o moralną ocenę gniewu, to nie jest ona jednolita. Są przypadki minusowe(brak podstaw) i przypadki zerowe(których dziś jest na pęczki), które z powodzeniem można usprawiedliwić. Wymieniłem pozytywne aspekty? Jak widać nie. Bez względu na wszystko gniew pozytywną rzeczą nie jest: nie leczony – niszczy, nie uwolniony i tłumiony – niszczy jeszcze bardziej. I ten paradoks jest w nas samych…

Inspirowane w dużej mierze książką Rabina Kushnera pt: „Kiedy ludziom dobrym przytrafiają się rzeczy złe”.